...ścieżka na stos...
RSS
środa, 29 października 2014

...

Wiedźma:
przeglądam internety
w panelu reklamowym kolejno:
reklama siłowni
reklama mega-super-skutecznych odchudzaczy
reklama klubu fitness
a ja siedzę i wpitalam drożdżówę
myślisz, że to znak?

Gabik:
nie, myślę że masz zajebiście dobrą drożdżówkę
i internet ci pozazdrościł

...

Tagi: dialogi
10:10, thalie
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 października 2014

...

wd

...

Są takie marki, po które się sięga bez zbędnych zapytań. Płyn do naczyń Ludwik, perfumy Cerruti czy książki Sapkowskiego. Dla mnie marką, która nigdy nie zawiodła jest japońskie Studio Ghibli. Jako istota wychowana na "japońskich bajeczkach" nie mogłam nie natrafić i w efekcie nie zakochać się w produkcjach tego właśnie studia filmowego. "Mój sąsiad Totoro", "Ruchomy zamek Hauru", "Grobowiec świetlików" i wiele, wiele innych zapadły mi w pamięć i serce na długo i nie pozostawiły ni razu obojętną.

Dlatego gdy Gabi zapytała czy idziemy do kina na najnowszą produkcję Studia nie zastanawiałam się ni chwili. Plan był prosty - czterech spiskowców, cztery bilety, jedno kino. Jaki był prosty tak się skomplikował. Albo nie było wspólnego terminu, albo seansu, albo czasu w ogóle. Kiedy wreszcie termin i czas się znalazły... Sisi i Krasnolud zlegli na zarazę jakowąś. I tak oto samedwie wczorajszym wieczorem zasiadłyśmy (zaległyśmy?) w kinowych fotelach.

"Wilcze dzieci" to historia dorastania dwóch owoców miłości kobiety i wilkołaka.

Hana była studentką kiedy poznała Wilkołaka. Nie przeraziła jej jego inność i zakochała się w nim bez pamięci. Z wzajemnością. I z tej miłości narodzili się Yuki i Ame. Niestety los nie sprzyjał Hanie i tuż po narodzinach drugiego dziecka Wilkołak osierocił swoje dzieci i zostawił ją samą z ciężarem wychowania dwóch małych wilczków. Samotnej matce nie jest łatwo z parą dzikich dzieciąt. Nie wie, czy powinna je wychować na ludzi czy na wilki. Musi uciekać z miasta, gdzie ludzie zbyt łatwo mogliby dowiedzieć się prawdy o jej dzieciach. Dzieci rosną, uczą się, wybierają własne ścieżki.

"Wilcze dzieci" to opowieść o bezgranicznej miłości i poświęceniu matki. To także historia dorastania, uczenia się dokonywania wyborów i brania odpowiedzialności za nie. To mądra i piękna opowieść dla każdego - dla dzieci i dorosłych. To nie jest kino dynamiczne, z efektami specjalnymi. To fantastyczna baśń o bardzo realnym życiu.

...

niedziela, 12 października 2014

...

Futrzanka ma rację - 25 września dawno temu był.

i niedawno całkiem jednocześnie.

czas pędzi jak oszalały. zero litości.

z rzeczy ważnych spośród dni minionych na pewno do zapamiętania data.

4 październik 2014.

ślub Tygryska i Pogromcy.

"ach! co to był za śluuuub!" - chciałoby się zawyć. ale dziś będę litościwa dla sąsiadów.

Pani Młoda przepiękna, Pan Młody opanowany.

tort weselny najlepszy spośród dotychczas kosztowanych (tak! pobił nawet wiśniowo-bezowe cudo z weseliska Futrzaków!).

genialnie pomyślana muzyka.

i dzik! dzik był tak smaczny, że z fazy gibania się bez sensu w takt muzyki przeszłam w fazę turlania się (równie bez sensu zresztą). 

było mnóstwo śmiechu i trochę wzruszeń.

taka dobra, ciepła impreza.

100 lat Państwu Młodym!

...

aha. jakby kto chciał to mogę go nauczyć układu choreograficznego do "Ona tańczy dla mnie".

taka zdobycz weselna.

nie pytajcie.

...

weekend weselny zapoczątkował pasmo różnych miłych życiowych zdarzeń.

we wtorek udało się nam (mi i Krasnoludowi) zjeść razem obiad "na mieście".

dawno już nie mieliśmy ku temu sposobności, więc radość spora.

jedzenie niewyszukane, miejsce zresztą też, ale w tym przypadku liczy się fakt.

najważniejsze - spotkaliśmy się nie przy okazji imprezy ogólnej, odbierania mnie z pracy o godzinie co najmniej pozbawionej sensu logicznego czy jakiejś innej szpitalnej odysei. 

spotkaliśmy się tak po prostu. żeby się spotkać.

wywrócił nam ten rok życie do góry nogami. nie ma co.

...

środa - wizyta w nowym mieszkanku BeBe.

kaaaaaaaaaaaaawał drogi od centrum.

ale okolica ładna. zielona i cicha.

samo mieszkanko widziałam wcześniej na zdjęciach, ale na żywo...

biegałam i macałam meble, lodówkę i kanapy jak pomylona jakaś.

a BeBe przygotowała jedzonko.

wróć!

JEDZONKO.

to, że zupę-krem z cukinii BeBe robi taką, że klękajcie narody to wiedziałam. ale muszle nadziewane szpinakiem z fetą i zapieczone z serem powaliły mnie na kolana.

powaliła mnie również BeBe stwierdzeniem: to nic specjalnego, mało wyszukane takie. poczułam gwałtowny przypływ potrzeby naprostowania jej światopoglądu jedzeniowego. do naprostowywania zabrałam się, jakżeby inaczej, natychmiast.

krew się nie lała.

...

zwieńczeniem tygodnia była sobota w kinie.

za każdym razem jak wyrwę do kina w sobotę obiecuję sobie nigdy więcej tego błędu nie popełnić.

tym razem też tak było.

jestem pewna, że za jakiś czas znów o tym zapomnę gnana myślą, że jak coś już niemal zdejmują z ekranów to tłumu nie będzie.

na "Lucy" tłum był.

film taki sobie. nasunęło mi się (i nie tylko mnie) skojarzenie z "Akirą". tyle, że "Akirę" nie do końca zrozumiałam, a "Lucy" zawierała w sobie domorosła filozofię dla kur domowych. 

słowem - poza Scarlett Johansson nic ciekawego nie było.

lucy

...

Tagi: kino życie
20:17, thalie
Link Komentarze (2) »
Archiwum