...ścieżka na stos...
RSS
niedziela, 28 października 2012

...

tak naprawdę to się boję.

i nie mam z kim o tym pogadać.

tak bez wywoływania BARDZO-POWAŻNYCH-ROZMÓW i JESZCZE-POWAŻNIEJSZYCH-DYSKUSJI.

których to rozmów i dyskusji prowadzić ani nie chcę, ani nie umiem.

chciałabym komuś to wszystko wywalić na głowę i nie musieć słuchać, że powinnam to czy tamto.

najmniej teraz właśnie potrzebuję porad i krytyki.

najbardziej zwykłego zrozumienia.

...

z drugiej strony i tak wiem, że nie powiem więcej niż niezbędne minimum.

tak zwyczajnie, z przyzwoitości.

nikomu niepotrzebny dodatkowy bagaż złożony z mojego szitu.

"każdy swój krzyż przez życie targa".

moje kamienie uważam za niepotrzebne.

...

sobota, 27 października 2012

...

bo albo nie ma o czym.

albo o tym co się dzieje pisać nie mam ochoty.

już jakiś czas temu blog przestał być dla mnie wentylem bezpieczeństwa dla nagromadzonych (złych, dobrych, dowolnych*) emocji.

znowu doznaję abstrakcyjnego uczucia bycia sobą i bycia poza sobą.

i tego irytującego wrażenia, że jestem sama z sobą, choć tak naprawdę potrzebuję kogoś.

nie kogokolwiek.

jednej, konkretnej osoby.

ale tak się składa, że na tę jedną osobę nie mam co liczyć.

przyzwyczaiłam się.

nawet nie mam pretensji.

ostatecznie moje własne ego również jest bardzo mocno rozbudowane.

...

 

wtorek, 16 października 2012

...

osobiście wrzuciłabym pod: kultura i rozrywka.

allegro

...

piątek, 12 października 2012

...

suczeję tu.

...

czwartek, 04 października 2012

...

przyszła.

w białej kopercie z czerwonymi pieczątkami.

teraz to już oficjalne.

Wiedźmowy Tata jest emerytem.

i tu upadek obyczajów nastąpił ostateczny.

ponieważ cała Wiedźmowa Rodzina jest smarkająco-kaszląca-naszpikowanalekami toast za emeryta wzniesiony został... czekoladkami nadziewanymi likierem jajecznym.

skandal.

...

środa, 03 października 2012

...

przyszła. 

odziana w złoto i czerwień.

po królewsku.

ciągle jeszcze rozpieszcza słońcem, choć dziś akurat parasol był konieczny.

radosna zwiastunka chłodu i ubóstwa.

jakoś tak już jest, że zawsze z jej nadejściem tracę impet. chęć do życia wylewa się ze mnie jakąś niewidzialną i niezlokalizowaną do tej pory dziurą. a przecież jeszcze jest słońce. jeszcze szalone barwy. a ze mnie już, już ucieka powietrze.

czy to wpływ poranków skąpanych w mgłach?

czy to podskórna obawa przed dniami bez słonecznego blasku?

czy to zapach ziemi powoli przygotowującej się do zimowego snu?

lubię jesień. 

lubię bezczelnie czerwone jabłka na rajskiej jabłonce.

lubię pomarańcze, w które przystrajają się sumaki.

lubię tańczące na wietrze liście.

a jednak wraz z jesienią coś ze mnie umyka.

najsmutniejsze, że coraz częściej bezpowrotnie.

...

Archiwum