...ścieżka na stos...
RSS
wtorek, 25 października 2011

...

wersja druga.

...

łazienka

...

...

zafundowałam sobie opony zimowe.

nie wiem po co. przecież ja mam problem z jeżdżeniem jak jest ładnie, jak będzie brzydko to chyba za kółko nie wsiądę.

gumki są nowe, świeże, pachnące (???? chyba przesadzam) i nierozjeżdżone. pan w serwisie: na tych nowych oponkach to trzeba ostrożnie teraz jeździć i tak z 200 kilo zrobić żeby się wyrobiły.

no khem! 

efektem wymiany gumek był... obiad w Wieliczce. bardzo miło.

i powrót przez Niepołomice.

...

dialog samochodowy:

wiedźma: jaka ładna kapliczka!

Krasnolud: wiesz, jak prowadzę to nie mogę za bardzo się rozglądać.

wiedźma: wiem, dlatego ci mówię co widać.

Krasnolud: dziękuję kochanie.

w tym momencie ryknęliśmy śmiechem oboje zdając sobie sprawę z głupoty tego dialogu.

...

dialog biurowy.

- nic nie załatwię, bo Gęgająca siedzi ciągle u Szefa.

- jak wchodziłam to widziałam, że tam idzie.

- no. i siedzi tam do tej pory. i gęga. i go wkur... khem! denerwuje tak od poniedziałku.

...

świat wytraca barwy. chyba sobie sprawię pomarańczowe rękawiczki. tak na depresję.

...

poniedziałek, 24 października 2011

...

kuń

komentarz Siostry: A tego dzisiaj uczą w szkole :P Źrebięta chłoną wiedzę a stare konie rżą jak... stare konie :D

...

niedziela, 23 października 2011

...

czasem za poczucie bezpieczeństwa sprzedajemy szczęście.

nie wiem czy to uczciwy rachunek.

...

piątek, 21 października 2011

...

ukryć się pod tęczowym parasolem myśli.

gdzieś, gdzie poranny chłód nie zdoła pokąsać marzenia.

...

poniedziałek, 17 października 2011

...

czas: 15 października 2011 roku

miejsce: Gliwice, Ruiny Starego Teatru

w rolach głównych: North Wind, Sąsiedzi, Mechanicy Szanty

...

bilety zakupiłam w przedsprzedaży za pośrednictwem serwisu Folk24.pl. o samym festiwalu dowiedziałam się zresztą z ich fejsbukowego kanału. i być może nie zrobiłoby to na mnie aż takiego wrażenia gdyby nie fakt, że wystąpić miał mój ulubiony zespół szantowy North Wind.

występy North Winda są rzadkością w ogóle, w moich okolicach to ewenementy, których przegapiać zwyczajnie nie można. sterroryzowałam zatem Krasnoluda (desperackim "ja chcęęęęęęęęęęę!!!!", które nastąpiło po linku do wydarzenia, o 11 w nocy bodajże via jakiś komunikator ;)), kupiłam bilety i pojechaliśmy.

znakiem wiedźmy jest to, ze jeśli coś ma być wydarzeniem wybitnie udanym to na początku musi się coś spieprzyć. ale... Krasnolud zdążył wrócić z treningu, mapę i gps'a zabraliśmy, nie urwałam lusterka wyjeżdżając z osiedla (co nie jest szczególnie skomplikowane - urwanie znaczy - zważywszy na to jak samochody ludzie tam parkują), facetowi, któremu na mnie natrąbił na światłach (zgasło mi... czasem jeszcze mi się to niestety zdarza) z kamiennym spokojem pokazałam co o nim myślę za pomocą środkowego palca prawej dłoni (niezbyt eleganckie, ale prawo milisekundy zwyczajnie mnie wkurza), po drodze nie było rowerzystów... 

co jest nie tak wydało się w Trzebini kiedy chciałam napisać sms do Piotra. nie zabrałam telefonu. ani aparatu fotograficznego. lama do potęgi.

dojechaliśmy o czasie. a nawet sporo przed. 

kompletne zaskoczenie, bo ruiny okazały się być ruinami nie tylko z nazwy, ale i w rzeczywistości. kto ciekaw niech się wybierze na wirtualny spacer za pomocą tego tu linka ;)

będąc nieco wcześniej zaglądaliśmy ciekawie na salę i nawet przez mgnienie podziwialiśmy North Winda podczas próby, ale nas pan organizator przegonił. drań ;)

później otwarto podwoje, popędziłam się przywitać z Piotrem, zamieniliśmy kilka słów i koncert się rozpoczął.

jako pierwsza wystąpiła załoga North Winda, po nich obchodzący 10lecie powstania Sąsiedzi, a występy zamykali Mechanicy Szanty.

za Mechanikami nie przepadam, Sąsiedzi to nie tylko szanta, ale też folk z różnych stron świata w naprawdę dobrym wydaniu, a North Wind...

no cóż. z twórczością tej grupy zapoznałam się bliżej dzięki Piotrowi, który stanowi jej integralny kawałek i wniósł w repertuar Wicherków sporo bretońszczyzny (jak wyznał frontman: Jerzy Ozaist. "a koledzy są bardzo chłonni" - jak dodał w prywatnej już rozmowie Piotr ;)). NW postawił sobie za cel przybliżyć swym odbiorcom muzykę morza, która nie zdołała się jeszcze przebić na polski rynek i to w postaci jak najbardziej zbliżonej do tej, w jakiej towarzyszyła ona ludziom w czasie ich morskich podróży, w pracy i w odpoczynku na lądzie. występ North Winda to nie tylko śpiew (i to jaki! podaję w wątpliwość konieczność używania przez nich mikrofonów), ale też opowieść o życiu i zwyczajach na morzu snuta przez Jerzego Ozaista pomiędzy kolejnymi utworami. dodatkowy smaczek to multimedialna prezentacja złożona ze starych zdjęć i filmów, która stanowi piękne uzupełnienie całości występu.

może nie jestem obiektywna, może moja znajomość z Piotrem w jakiś tam sposób rzutuje na odbiór działalności North Winda, ale słuchając ma się wrażenie, że drewniane pokłady, zwoje lin i arktyczny ziąb są tuż, tuż. że kolejny oddech przyniesie słonawy posmak na ustach.

oczarowana i zaczarowana. właśnie taka pozostaję do dziś po sobotnich doznaniach.

...

a po koncercie spotkanie z Piotrem. krótkie, w korytarzu. my wracaliśmy za chwilę do domu, on szedł grać i śpiewać w festiwalowej tawernie.

a North Wind na scenie wygląda tak:

North Wind

zdjęcie skradzione z fejsbukowej galerii na kanale samego Festiwalu. mam nadzieję, że się nie pogniewają ;) zwróćcie uwagę na czarno-białą fotografię w tle. było ich dużo, dużo więcej.

...

czwartek, 13 października 2011

...

kierowca

...

środa, 12 października 2011

...

przyjemnosci

...

poniedziałek, 10 października 2011

...

ceremonia zaślubin Agaty "Futrzaka" i Andrzeja niektórym znanego jako "Venus".

i wesele w stylu western country.

ceremonia prosta, elegancka, w USC. bez ozdobników i zbędnych zawijasów za to z pięknym toastem w wykonaniu świadka Pana Młodego.

Panna Młoda wyglądająca zjawiskowo. trudno oczy było od niej oderwać. 

no i to wesele...

ja wesel nie lubię. niecierpię wręcz. ale o tym mogę ze spokojem powiedzieć: jeszcze raz to samo, proszę.

okazało się, że konwencja westernowa sprawdziła się naprawdę świetnie. przy obiedzie pistoletami bawiły się tylko dzieci, po kilku toastach... bawili się już wszyscy bez względu na wiek.

i nie było głupich weselnych zabaw! 

był za to polonez, którego rozpoczęliśmy po szlachecku, a skończyliśmy jak studenci ;) (anegdotka o polonezie naprawdę zabawna i opowiedziana ze swadą)

i próba puszczania lampionów na molo na zalewie. nieudana z powodu piekielnego zimna i wiatru rodem z Syberii, ale i tak było śmiesznie.

i konkurs na odgadnięcie tytułów filmów zaszyfrowanych w treści zaproszenia weselnego.

hitem wesela jest to:



a 3 najzajebistsze panny z saloonu wyglądają tak:

panny z saloonu

Panna Młoda jest poza konkursem, bo konkurowanie z nią jest zwyczajnie niemożliwe. zamiotła nas pod dywan samym uśmiechem.

...

piątek, 07 października 2011

...

szafa.

model już wspomniany: Narnia.

cel bardzo szczytny: szybka ewakuacja celem unikania kontaktu z własną głupotą.

za wszelką pomoc serdecznie dziękuję.

...

 
1 , 2
Archiwum