...ścieżka na stos...
RSS
niedziela, 30 września 2012

...

są takie proste gesty, które mówią nam wszystko.

...

tak, wiem, że to banał.

...

wtorek, 25 września 2012

...

a jeśli powiem, że usycham bez ciebie? 

że brak mi tlenu, a kolory jesieni nie wydają się już tak radosne?

...

nikt nie lubi banalnych wyznań.

nie w porę.

...

...

fukitol

...

Tagi: fukitol
20:40, thalie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 września 2012

...

Gdyby blogi zarastały chwastem i krzewem wszelakim, to ten mój chyba byłby na dobrej drodze do stania się nieużytkiem. Ostatnimi czasy jednak jakoś nie mam nastroju do pisania. W ogóle do twórczości wszelakiej nastroju nie mam. Jednak dziś, własnie dziś, naszpikowałam się ketonalem i zmulona jestem dość konkretnie i w stanie tym napiszę sobie notkę. Jest kilka rzeczy, do których chciałabym za czas jakiś wrócić. Choćby poprzez bloga.

...

Weekend 8-9 września zapisał się na kartach mojego żywota jako jeden z lepszych. Właściwie to weekend ów zaczął się już w piątek, 7 września, kiedy to na stacji Dworzec Główny z jakiegoś inter regio pociągu o godzinie 17.20 wysiedli Futrzanka i Venus. Radość ogromna, piski, krzyki i inne bezeceństwa na płycie dworca. Potem odstawienie bagaży w miejsce noclegu, zapakowanie lodówki tym co miało się chłodzić i kolacja w sympatycznej knajpce na ul. Starowiślnej (jelenia polecam! jelenia! i pasztet z dzika!). Powrót do hostelu i... sesja. 

Musze przyznać, ze gra gotową postacią to zupełnie nowe dla mnie doświadczenie. Gra z Venusem w roli GM'a również. Mam nadzieję, ze nie załamał się za bardzo po tej sesji ;) Jesli się załamał to nic a nic nie dał po sobie poznać. Piliśmy wino, realizowaliśmy ten niemożliwy scenariusz, piliśmy więcej wina, jedliśmy ciasto czekoladowe z malinami i tak zastał nas świt. Do łóżek poszliśmy o 5 nad ranem. 

Ranek nie dla wszystkich był łaskawy. Siostra moja jęczała coś o głowie i rzyganiu, a Futrzanka, że co to jest, że ją o 10 budzą i wstawać każą. Śniadanie w zaprzyjaźnionej Satori Cafe, krótki spacer w stronę dworca i oczekiwanie na pociąg. Wpadli jak po ogień, rzec by można, ale ważne, że wpadli. Chciało im się na jedną noc tłuc te 200 km z okładem w jedną stronę. Kiedy następne spotkanie, nie wiem, ale mam nadzieję, że w miarę prędko.

Uczestników zabawy była piątka: Futrzanka, Venus, Siostra Moja, Krasnolud i ja.

A to zdjęcie przedstawia wiedźmę w towarzystwie Futrzaka. Futrzak jest śliczna :)

...

Dobry weekend jest wstępem do dobrego tygodnia. Poniedziałek upłynął pod znakiem kina i spotkania z Riziakiem. Od mojego powrotu z Chorwacji umawialiśmy się na wspólny wypad na "Brave" i wreszcie udało się to zrealizować. Ponieważ jestem lama zapomniałam zabrać okularków do cz-de i tym sposobem mamy już kolekcję pozwalającą na organizowanie wycieczek grupowych. Riziak wykazała się przytomnością umysłu i swoje zabrała, ale niewiele jej to dało - bilety zakupiliśmy zanim dotarła do kina, więc i ona ma zapasik ;) Zanim rozpoczął się seans zostaliśmy obdarowani kubkami. Takimi szczególnymi, bo RPGowymi. Mój i Siostry uzupełnia manę, a Krasnoluda HP. Kapitalne. A w ramach prezentu urodzinowego dostałam portret. Ha! Mam własny, wykonany specjalnie dla mnie, riziaczołapkowy portret! Jak kto ciekaw jak wygląda niechaj zerka TUTAJ.

Sam film okazał się świetny. Piękna opowieść o dorastaniu, konflikcie między pokoleniami, pragnieniach i odnajdowaniu własnej drogi w życiu. O odwadze do życia. I o tym, że aby przetrwać potrzebujemy obok siebie ludzi, którym możemy bezgranicznie zaufać, i którzy nigdy nas nie zawiodą. Wszystko okraszone subtelnym humorem, genialną muzyką (tak! muzyka zasługuje na szczególną uwagę!) i, wbrew temu co pisali internetowi malkontenci i znawcy, przyjemną animacją. Ten film zawita na mojej półce w postaci krążka w pudełku z hologramem. Polecam.

...

Poza tymi miłymi bez wątpienia przerywnikami życie płynie sobie ustalonym rytmem. Mam problem z odnalezieniem się w rzeczywistości 6-cio godzinnego trybu pracy. Wracam do domu przed 14 i nie bardzo wiem co mam ze sobą począć. Mam poznawczą dziurę w mózgu.

Ponadto szukam pracy. Wciąż i nieustająco. Początkowy entuzjazm jednak mnie opuścił i w chwili obecnej jestem na etapie: jestem beznadziejna, nigdzie mnie nie chcą. Dobrze, że nie jestem kompletnie bezrobotna, bo bym się chyba pocięła na kawałki. Popadam w kompulsywne sprawdzactwo maila oficjalnego. Na telefony nie reaguję jeszcze nerwowo, ale obawiam się, że to też mnie czeka. I to ciągłe obracanie w głowie pytań z testów i rozmów i rozważanie udzielonych odpowiedzi. Czy ja jestem jakaś nienormalna, czy większość osób szukających pracy tak ma? Ratunku?...

...

A aloes na parapecie po prostu sobie rośnie. I ma moje rozterki głęboko w kolczastych... liściach?

Grunt, że rośnie. Zwykle moje rośliny jednak umierały.

...

niedziela, 02 września 2012

...

Chorwacja. Trochę jak wakacje marzeń. Daleka podróż, nieznany kraj. Powinnam się chyba przyznać, ze po raz pierwszy byłam za granicą. Wyjazd do słowackich wód termalnych na jedno popołudnie się nie liczy, tak? No więc byłam poza Polską po raz pierwszy. I ogromnie mnie ten fakt deprymował. Świadoma odmienności języka (mam wewnętrzne opory przed posługiwaniem się językiem obcym, nawet jeśli radzę sobie z nim w całkiem przyzwoity sposób - czytaj: ludzie rozumieją co do nich mówię), zwyczajów, przyjętych zasad. Obawiałam się, że się nie odnajdę, nie dostosuję. Ale było dobrze. Znacznie lepiej niż dobrze! Nawet jeśli się okazało, że tak naprawdę to na te wczasy mnie nie stać. Ale czy to pierwsza rzecz, po którą sięgnęłam choć znajdowała się niejako poza moim zasięgiem? Trochę szkoda, ze w sferze pozamaterialnej nie jestem aż tak zdecydowana. No, ale rzeczy materialne nie "oddają". Co najwyżej trzeba po fakcie pooddawać długi ;)

Wróciłabym tam. Raz i drugi. I kolejny. Nie dla tych plaż, które jak dla mnie są za małe i za bardzo zatłoczone. I nie dla pogody, która jest jakby zbyt dobra (3 dni temperatura dobijała do 37 stopni, przez resztę czasu oscylowała w okolicy 34). Wróciłabym tam dla Trogiru, który zaczarował mnie zupełnie swoją architekturą. Dla tych krótkich rejsów łódką pomiędzy wyspą, a lądem. Dla ulotnej chwili, kiedy leżałam na pokładzie a nad moją głową noc rozsypała wszystkie gwiazdy. Dla niesamowitego wrażenia bycia w innym świecie kiedy przybijało się do portu. Dla lemoniady dającej kopa do życia mocniejszego niż niejedna kawa. 

Po powrocie bardzo chciałam napisać ze szczegółami gdzie byłam, co widziałam. Dwie próby przekonały mnie, że to bez sensu. Bo to jakieś takie banalne. Nie ma nawet uroku kartki z podróży. Suche takie. A przecież i Trogir i Split, Knin i Klis, Plitvickie wodospady i rozlewiska Krka, budziły emocje i sprawiały, że wyobraźnia pędziła gdzieś własnymi ścieżkami. Za mało słów, zbyt mierne umiejętności by to oddać. Lepiej chyba zachować uśmiech i wspomnienie niesamowitego zapachu morza tuż po zachodzie słońca.

...

Rzeczywistość. Po powrocie inna jakaś. Zupełnie jakby minęło kilka lat, a nie 15 dni. Zderzenie z nią po rajskich dwóch tygodniach było jak cios drzwiami w twarz. Bez ostrzeżenia. Od powrotu z urlopu mój dzień pracy wydłużył się do jakichś dziwnych ilości godzin, a istnienie weekendu uznać musiałam za jakąś fantazję. Stan wyjątkowy, bo i sytuacja niecodzienna. Niemiła. Zawieszająca wszystko w dziwacznej próżni, w której nie wiem jak i chyba tak naprawdę nie chcę się odnaleźć. 

Od dziś pracuję na 3/4 etatu. Od dziś mam nowego szefa. Nowej pracy szukam już od jakiegoś czasu. Wczoraj byłam na teście kwalifikacyjnym, do którego nie miałam kiedy się przygotować, więc niemal pewnym jest, że go zawaliłam choć w gruncie rzeczy był banalny. Gdzieś pod skórą czuję, że przyszedł czas na zmiany. Nie jakieś tam kosmetyczne poprawki, tylko prawdziwe wzięcie się z życiem za bary. I jednocześnie mam wrażenie, że źle interpretuję fakty, że bojąc się tego czego się boję przyjmuję błędny kierunek działania ogólnie. Trochę paranoiczne. Chyba powinnam więcej spacerować żeby podobne kretynizmy wiatr mi wywiewał. No i mózg dotleniony podobno lepiej funkcjonuje. 

...

Powinnam wysłać napisane listy. 

...

Odwiedziłam mojego ulubionego optyka. Stare okulary trochę już mi się rozpadają, więc poprosiłam okulistkę o receptę na nowe. Dobrałyśmy szkła i udałam się w poniedziałek do Dziadka. Jak zwykle jestem zachwycona. 

...

I na koniec cytat z jednej z moich ulubionych książek. 

Dobranoc.

...

P.S. A wczoraj podobno był Dzień bloga i blogerów. Świętowaliście?

...

Archiwum