...ścieżka na stos...
RSS
wtorek, 28 września 2010

...

powinnam pracować, ale nie mam motywacji. za oknem woda wylewa się potokami z chmur i zimno niemożebnie się zrobiło. za wcześnie na taką brzydką twarz jesieni.

moje myśli uparcie krążą wokół kawy. takiej ze spienionym mlekiem. i syropem karmelowym. choć fenomenu syropu wyjaśnić nie umiem. gdzieś poza obszarem mojej świadomości czuję po prostu ten zapach i miesza mi się on z kawą.

mam ochotę na podróż. samotną.

...


sobota, 25 września 2010

...

mieszkał przez tydzień na naszym balkonie. 

i przez tydzień paskudził.

znaleźliśmy mu nowy dom.

zostały fotki.







...

poniedziałek, 20 września 2010

...

weekend zaczął się tradycyjnie piątkowym popołudniem. aby początek był dobry wyprawiłam Rodziców w podróż w góry, solennie przyobiecując żeńską część odebrać w niedzielę. Tata zostaje, bo nasz domek na wsi w fazę ostrą remontu wszedł.

sobota była intensywna. wymyśliła sobie wiedźma bowiem, że to może ostatnie takie podrygi pięknej pogody, więc trzeba w domu zrobić wszystko to, co pięknej pogody wymaga. tymże zamysłem się kierując wyrzuciła do wywietrzenia poduszki, poduszeczki, nakrycia do prania się nie kwalifikujące i inne bibeloty, którym złapanie słońca i wiatru dobrze na kondycję robi. prócz tego postanowiła zamordować pralkę licznymi powtórzeniami czynności "pranie" z obciążeniem wcale nie małym.

wieczorem nie było jak wejść na balkon. od góry atakowała pościel, od dołu poduszki.

prócz czynności porządkowo-szaleńczych, podjęła się też wiedźma działań kulinarno-obłąkańczych, czyli zgotowania poczęstunku dla ferajny, która popołudniem domostwo wiedźmowe nawiedzić miała celem odprawiania czarnych mszy, mordowania dziewic, palenia kotów... eee... wróć! celem ratowania świata przed zapędami ciemnych mocy.

sesję znaczy graliśmy.

sesja miała dwa efekty uboczne. poza niewyspaniem kompletnym dnia następnego, oczywiście. po pierwsze - wiedźmie udało się w koncertowy wręcz sposób udowodnić, że jednak chce zamordować swoją ladacznicę oraz, że cierpi na głęboki niedowład intelektualno-intuicyjny. po drugie - powstał pomysł, by notatki z sesji, potrzebne przy kolejnych scenariuszach spisywać w formie ogólnodostępnej wszystkim uczestnikom (i nie tylko) zabawy - bloga. przynajmniej nikt nie będzie musiał z koślawym pismem wiedźmy się męczyć. w tym ona sama. 

w niedzielę odbyliśmy z Krasnoludem podróż do Kasiny po Mamę. podróż jak podróż, choć skutki w postaci objedzenia się jeżynami i podarcia spodni uznać muszę za interesujące. głównie dlatego, że zwykle nie wykazuję dzikich reakcji pt.: "jaa!!! tam w rogu przy miedzy jeżyny zawsze były!!!" - po czym następuje malowniczy galop w kierunku rzeczonego miedzuszka. jak ktoś nie wie co to jest miedza to niech się dokształci. 

jeżyny zostały zjedzone, muchomory i kanie, które okazały się kaniami nie być sfotografowane i szczęśliwy powrót do domu z Rodzicielką odfajkowany.

a Gromyko leży i zbawienia czeka. tiaaaaa...

...

jak ogarnę aparat i jego zawartość to może te zdjęcia pokażę. muchomorów znaczy. i jeżyn. i może jeszcze gołębia co to przez tydzień mieszkał na moim balkonie.

a jak nie ogarnę... to nie.

...

w sobotę Riziak zdaje LEP. bardzo proszę trzymać kciuki za przyszłą panią doktor od dzieci. liczy się każda para :)

...


piątek, 17 września 2010

...

- żyj!

- po co? - zapytała mała wiedźma uśmiechając się ironicznie. - nie ma już liści łopianu, które ochronią mnie przed deszczem.

...


wtorek, 14 września 2010

...

...

Kiedy jesteś czytelnikiem, który w kontakcie z twórczością ukochanego autora doznał kilku przykrych rozczarowań masz prawo czuć niepokój sięgając nawet po najbardziej zachwalaną pozycję.

Kiedy dobrze znany świat wywraca ci się nagle do góry nogami wymierzając bezlitosny cios prosto w twarz, a postaci choć na pozór te same z trudem dają się rozpoznać możesz poczuć się nieco zagubiony.

Kiedy wreszcie sięgasz po wyczekaną z taką obawą pozycję i czujesz jak kawałki układanki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wracają na swoje miejsce możesz się poczuć prawdziwie uszczęśliwiony.

...

Nie będę ukrywać, że na drugi tom Zbieracza Burz czekałam właśnie taka - pełna obaw i podszyta lekkim zniechęceniem po doświadczeniach z poprzednimi seriami autorki. Zapowiedzi jednak napełniały nadzieją, więc w dniu premiery niemalże pochwyciłam książkę z półki i najszybciej jak to możliwe wyszperałam czas na czytanie. Drżącymi dłońmi otworzyłam pachnącą tuszem drukarskim okładkę i rozpoczęłam lekturę. I wtedy...

Bogowie, którzy pochylacie swe łaskawe oblicza nad tą smutną planetą - jestem w domu! Wiem! Rozumiem! Jestem szczęśliwa. Znów stąpam dobrze znanymi ścieżkami, a towarzyszą mi ukochani tak wiele lat temu Niszczyciel, archaniołowie, demony i ten cudowny ból w piersi, który rodzi się od wstrzymywanego od emocji i niepokoju by czegoś nie zgubić, nie stracić, nie zniszczyć oddechu.

Zbieracz to dla mnie 400 stron powrotu do przeszłości. Spełnienie oczekiwań. Wreszcie - kontynuacja godna początków przedstawionych w niedoścignionych jak do tej pory Obrońcach Królestwa.

Zbieracz to pisany dowód zamiłowania autorki do mitologii. magia rozpisana na kilkaset stron. To obrazy namalowane słowem. Ironia, poczucie humoru i okrucieństwo zaplecione w zgrabny warkocz fabuły. 

To nie jest książka idealna. Niemiłym zgrzytem okazała się część wierszowana. Z całym szacunkiem dla pani Kossakowskiej - okropne te czterowiersze. Jednak w zestawieniu z całą resztą można je po prostu pominąć lub wybaczyć.

Czy polecam? Tak. Całą swoją skromną osobą zachęcam do zapoznania się ze Zbieraczem. Szczególnie polecam rozmowy Asmodeusza z widmokotem Neferem. Kwintesencja kociej bezczelności w niematerialnym futrzaku.

...

Okładkę ukradłam ze strony Wydawcy, czyli Fabryki Słów. Mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone.

...


poniedziałek, 13 września 2010

...

- "mamo, dostałam piątkę z klasówki!"

- "a dlaczego nie szóstkę?"

nie róbcie tego swoim dzieciom. wykazywanie, że jest wciąż za słabo, za mało, niewystarczająco doskonale nie jest żadną metodą na wybitną latorośl.

z takich stwierdzeń wyrastają tylko pokręcone mentalnie imago bojące się robić cokolwiek, nawet nie bardzo chcące coś czynić, skoro i tak nigdy nie będzie dobrze.

małe, przestraszone i niechętne.

patrzące w lustro z mniejszym lub większym obrzydzeniem.

nieporadne.

przerobiłam. nie polecam.

może się kiedyś wygrzebię.

...

w weekend umyłam okna. deszcz poprawił. dziś jest słonecznie.

...


sobota, 11 września 2010

...

nie czekać.

naucz się tego w końcu, durna wiedźmo.

lżej będzie.

...


wtorek, 07 września 2010

...

mam burdel w szafie.

burdel w pokoju.

i burdel w życiu.

mogę otwierać intratny interesik.

...

wczorajsze popołudnie z I-kunem dobrze mi zrobiło. mieszkamy za daleko od siebie. zdecydowanie.

...


piątek, 03 września 2010

...

z doświadczeń własnych.

...

głupota nie jest brakiem mózgu.

niby dlaczego miałoby mi brakować jakiegoś organu? to po prostu głęboka mózgu dysfunkcja.

głupota nie jest dziedziczna.

w biologicznym, ani jakimkolwiek innym znaczeniu. moi rodzice to prości, ale mądrzy ludzie.

o tym, że głupota jest nieskończona powiedział Einstein. nie ma powodów by mu nie wierzyć.

...


środa, 01 września 2010

...

burdel na kółkach.

naprawdę.

takiego rozpoczęcia roku szkolnego to jeszcze u nas nie było.

nie ma umów.

nie ma podziału godzin.

i jeszcze program płacowy zdechł.

super jest.

...

nie mam laptopa 3 tydzień. komputer stacjonarny doprowadza mnie do szału.

...

czy w weekend będę w Warszawie?...

...


Archiwum