...ścieżka na stos...
RSS
piątek, 30 sierpnia 2013

...

mogłabym taką pić co rano!

stromtrooper

...

Tagi: kawa
09:16, thalie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 sierpnia 2013

...

zapytana zostałam o wrażenia z korzystania z czytaka. jako, że konwersacja toczyła się na piśmie cytuję całość odpowiedzi mej.

Wiele do mówienia nie ma. Książka to to nie jest - nie ma zapachu, faktury i tego czegoś co mają książki. I historii też nie ma zapisanej w kartkach. Ale... Nie waży tyle co książka. Nie zajmuje tyle miejsca w torebce. Nie dewastuje kręgosłupa. I nie zmusza do wydawania pieniędzy na czytanie czegoś co chciałoby się przeczytać "ino roz". Czyta się dobrze. Jak papier. Wygodny jest, bo nie muszę go trzymać oboma rękami, co znaczy, że w jednej dzierżę czytaka, w drugiej kubek z kawą. Nie zastąpi książki na dobre. Nie ma szans. Ale dla osoby niezmotoryzowanej, która codziennie korzysta przez 2h z wątpliwych wygód polskiej kolei jest rozwiązaniem idealnym.

koniec cytatu.

...

Tagi: czytnik
10:18, thalie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 sierpnia 2013

...

czytak dostał kubraczek. fioletowy.

jeszcze tylko Kota muszę zmolestować o nałożenie tej chrzanionej folijki na ekran i mogę świat podbijać.

i PKP też.

...

bilety na Clannad też przyszły.

...

sobota, 24 sierpnia 2013

...

nasz nowy domownik.

pieszczotliwie nazwany tarantulą, nekromantyczną paprotką albo dziwem.

nie pojmuję dlaczego Gabik nie chciała się z nią integrować podczas podróży.

a przywędrowała od koleżanki BeBe.

bardzom jej wdzięczna.

tarantula

...

środa, 21 sierpnia 2013

...

Zacznę może od truizmu, że wszyscy się starzejemy. Wiedźmy też. Nie pomagają żadne zaklęcia, eliksiry, palenie kalendarza, ani wydrapywanie daty urodzenia w metryce (swoją drogą, cóż za paradoks! w wieku szkolnym wydrapywało się datę urodzenia by wpisać taką lat przydającą, dziś jakoś ten pomysł nie budzi już aż takiego gorącego entuzjazmu). A skoro nic nie pomaga to nieuchronnie wiedźmolicznik przekręcił się i 20 sierpnia Roku Pańskiego 2013 o godzinie 11.40 wyświetlił okrągłe 32. Obrzydlistwo!

Aby wiedźma nie siedziała w kącie i nie chlipała nad losem okrutnym persony i indywidua wiedźmie bliskie zawiązały spisek.

Zaczęło się 19 sierpnia. Niewinna pogawędka z Kotem via net. Kot zapytuje czy ja aby plany mam jakieś na jutrzejsze popołudnie. Eeee, tam! Jakie można mieć plany na zwykłe wtorkowe popołudnie? (poza tymi co zwykle: wyspać się i poczytać). To może Enzo? Kot wie jak odwieść wiedźmę od spania!

20 sierpnia rano zadzwoniła wiedźmowa Mama z życzeniami. Wówczas to wiedźmie zaskoczyła klepka, że oto dziś jest TEN DZIEŃ (dramatyczna muzyka w tle). "Cóż - pomyślało się wiedźmie - Kot spryciula zarezerwowała sobie termin na spotkanie".

O 17.30 weszłyśmy do knajpeczki. Tu wiedźmę coś tknęło, bo na naszym stoliku stała tabliczka rezerwacji. Rezerwacja? Na popołudniową kawkę? W krótkim czasie się okazało, że faktycznie stałam się ofiarą spisku. Do Enzo wkroczyli bowiem sznureczkiem: Sisi, Krasnolud i Gabik. A wszyscy miny mieli tak uszczęśliwione, że na chwilę chmury się rozproszyły. Wnioskuję z tego, że ja minę musiałam mieć nietęgą. Szczególnie silną ku temu wskazówką był uśmiech Kota deklasujący nawet wyszczerz Kota z Cheshire.

Dzięki bogom nie śpiewali! Co nie znaczy, że nie zakpili sobie z wieku mego starczego w inny sposób.

Krasnolud dokonał wręczenia prezentu i wszyscy domagali się natychmiastowego go otwarcia. Kot patrzyła podejrzliwie na paczkę i coś napomknęła, o tym, że to chyba nie to co miało być, ale zajęta mocowaniem się ze wstążeczką wiedźma jakoś uwagi na to nie zwróciła. Pokonawszy wstążkę i masę papieru wydobyłam na światło dzienne... opakowanie filii ochronnych na czytnik. Przy stole zapanowała ogólna wesołość, bo minę chyba miałam nieprzeciętną na ten widok! I wcale nie ze względu na to, że prezent wydawał mi się zbyt skromny, ale dlatego, że czytnika nie posiadam! I wprawdzie zamierzałam go nabyć, ale szyki popsuł mi telefon, który... przestał wydawać dźwięki. Jakiekolwiek. Jak bym nim o ścianę rzuciła to pewnie by dżwięknął. Odgłosem pękającego plastiku. Drugie dno sprawy czytnika jest takie, że Kot bardzo bardzo supportowała moje oderwanie od papieru.

Nacieszywszy się moim zadziwieniem Ekipa wykazała się łaskawością i wręczyła mi Prezent Właściwy. Chyba tylko na zaskoczenie mogę zrzucić to, że na widok przedmiotu wyłaniającego się z warstw papieru nie zapiszczałam tak, że szczury nie tylko w enzowej, ale też we wszystkich sąsiednich kamienicach dałyby nogę.

Czytnik! Piękny! Nowiutki! Leciutki! CZYTNIK!

Zaniemówiłam, intelektualnie zaniemogłam i w ogóle.

Nie wiem kto był pomysłodawcą (bo się maupy nie przyznają do niczego! nawet do spisku!), ale trafili w sedno. I będę całej Ekipie wdzięczna na długi, długi czas!

Tak więc kiedy już okrzepłam, ukryłam czytniczek w torebce Gabik... wyciągnęła kolejną paczkę. Paczkę od Tygryska. A w paczce... komplecik herbaciany: filiżanka i czajniczek. Ale nie taka zwykła filiżanka. I nie taki zwykły czajniczek. To jest komplecik Z SOWĄ. Cudną, fioletową sową. Czy może być lepsze zwieńczenie całości? E-książkownik i utensylia herbaciane. Komplet idealny!

Jedzonko, picie i plotki były naturalnym następstwem. Miło mi było. Naprawdę. Jeszcze teraz kiedy pisze te słowa roznosi mnie radość.

...

A wieczorem odebrałam życzenia od Demona. I Demon napisała tak: "żeby zawsze starczało na nowy kapelutek". Co stanowi nawiązanie do prześlicznego obrazka poniżej:

wiedzma

...

Dziękuję wszystkim!

piątek, 16 sierpnia 2013

...

...nierówne?

...

Codziennie rano idąc (lub jadąc) do pracy mijam budynek pewnej Prywatnej Uczelni. Prywatna Uczelnia wywiesza przed gmachem ogromny transparent głoszący, że rekrutują. Jakaś ogromna liczba kierunków podyplomowych i jeszcze większa studiów pierwszego i drugiego stopnia. Niedawno żółto-granatowy transparent przypomniał mi pewne zdarzenie.

Byłam wówczas bardzo młodą studentką. To chyba drugi rok był. Wykład. Niedzielne, piękne popołudnie. Bardziej na spacer niż na siedzenie w dusznej sali bez okien. Przysypiam. I przez to przysypiania słyszę coś co brzmi: A teraz to każdy może mieć wyższe wykształcenie. Prywatnych uczelni nie brakuje. Wysiłku włożyć w to nie trzeba, tylko trochę pieniędzy. Ziewnęłam dyskretnie jednocześnie mieląc w głowie myśl, że owe trochę pieniędzy trafia później m.in. do kieszeni Pani Profesor, która jakoś szczególnie faktu, że na Uczelni Prywatnej (nie mylić z Prywatną Uczelnią, bo to nie to samo) wykłada specjalnej tajemnicy nie robi.

Wtedy tylko taka myśl leniwa mnie opadła. Rekrutacyjny transparent sprawił, że scenka wróciła do mnie jak bumerang. Ale bumerang tym razem trącił inny kawałek mojej mózgownicy, bo myśl mnie naszła od tej finansowej odmienna.

W tonie Pani Profesor słychać było wyraźną wzgardę wobec prywatnych uczelni i ich absolwentów ogólnie. Mówiła o tym, że studenci tych prywatnych placówek to niedouczone produkty z dyplomami. Podróbki kalające naukowy światek. I tak teraz sobie myślę... Przecież wykładowcy na tych uczelniach nie są sprowadzani z Marsa. Ani z Wenus. Ani z żadnego kraju Trzeciego Świata. To są profesorowie, doktorzy i generalnie pracownicy uczelni państwowych. Demografię na Uczelni Prywatnej wykłada ta sama osoba co na mojej Alma Mater. Mama Krasnoluda miała w tym roku zajęcia z cudownym Profesorem od Socjologii, w którym kochała się prawie cała żeńska część pierwszego rocznika moich studiów.  Sama Pani Profesor piastowała stanowisko "na prywatce". Jak to jest? Studentów rodzimej uczelni, tej państwowej i porządnej, traktowała poważnie, wyciskając z nich ostatnie poty, a na prywatnej co? Chałturzyła? Czy stąd jej podejście do studenta z dyplomem prywatnym? A może uważała, że jej koledzy podchodzą do tamtych zajęć niepoważnie? Czy to jest tak, że kiedy wykonuję pracę dla swojej fabryki to daję z siebie wszystko, a jak dorabiam to idę po najmniejszej linii oporu?

Nie mam porównania warunków nauczania na państwowej i prywatnej uczelni. Wszystko co kończyłam było państwowe. Sadzę jednak, że jakość dyplomu nie zależy od uczelni, ale od tego jak na tej uczelni swoją pracę wykonują zatrudnieni tam ludzie. A jeśli ci ludzie wiedzą, że nie wykonują swoich obowiązków sumiennie to sami sobie odbierają prawo do pokpiwania z dyplomu. Choćby to był dyplom WSPBR'u.

...

czwartek, 15 sierpnia 2013

...

zagrzebana we wspomnieniach.

4 lata to spory kawałek czasu.

...

"dla mnie ważne jest to, że jest ktoś kto widzi w życiu poezję, kto tęskni za czymś, czego określić nie jest w stanie, komu nie wystarcza życie dla samego życia, kto szuka piękna wokół, kto kocha książki, kto czeka na coś, czego nie jest w stanie zdefiniować i w tym nie ustaje..."

...

Tagi: życie
19:13, thalie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 sierpnia 2013

...

nowe znaczenie tego wyrażenia ukuła Kot. dzień dziecka jest wtedy kiedy zamówione via net różne różności, na które czeka się z drżeniem serca, przybywają w jednym dniu. albo kiedy nie ma czasu biec na pocztę i odbiera się przesyłki przychodzące dzień po dniu razem. i się odpakowuje. i cieszy. i jest tego nagle tak dużo. i ogólnie jest dzień dziecka właśnie.

mój dzień dziecka przypadł na sobotę. w czwartek było awizo. w piątek kolejne. siłą faktu sobota stała się dniem kumulacji.

rwanie kopert i mocowanie się z folią bąbelkową. i oto są! Patrick O'Brian "Wojenne losy" oraz nowa płyta Czterech Refów. popiskiwałam z radości jak mały szczeniak. to był DZIEŃ DZIECKA!

płyty właśnie słucham. są na niej utwory znane każdemu bywalcowi festiwali szantowych rozmaitych, a miłośnikowi Czterech Refów na pewno. klasyka klasyki. ale nowe aranżacje, wykonanie na żywo w radiowym studio przydaje im nowego smaku, nowej barwy. cieszę się, że taka płyta się ukazała. i myślę, ze będzie mi towarzyszyła przez wiele nadchodzących poranków.

...

poniedziałek, 05 sierpnia 2013

...

Milenie i Pawłowi jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

wesele

...

mimo licznych przeszkód (zniszczona sukienka, kosmetyczka dająca ciała na pełnej linii i ponad godzina opóźnienia z dojazdem - dobrze, że Pan z firmy noclegowej cierpliwie czekał do 23) dotrzeć się udało.

Para Młoda piękna.

zabawa świetna (jeszcze dziś mam zakwasy).

a figurkę na masce wozu Młodych sprokurowała Futrzanka. czyż nie jest cudna?

...

Tagi: życie
19:37, thalie
Link Dodaj komentarz »
Archiwum