...ścieżka na stos...
RSS
środa, 31 sierpnia 2011

...

muszę. inaczej się uduszę.

kolejny rok szkolny jutro się rozpocznie. dla mnie zaczął się już kilka dni temu. nienawidzę początków roku szkolnego. nagle puste, przyjemne korytarze wypełniają się dzieciakami z ich niewyszukanym raczej sposobem obycia, a do nas przyłazi ciało. pedagogiczne. dlaczego szkoły nie mogą istnieć bez nauczycieli? dlaczego?

...

ulicznica poszła do remontu. jak usłyszałam rachunek to aż usiadłam. na środku szkolnego korytarza. żegnaj torbo z Reserved! na razie :P

...

mam nową obsesję. zapach gruszki. stąd też triumfy w mojej łazience święci ostatnio to:

do kompletu mam jeszcze bodyspray. po zastosowaniu zalatuję ciastem-słodkim-wysoce, ale i tak kocham te kosmetyki.

...

o czym ja to jeszcze chciałam... (jak szłam do domu to miałam milion pomysłów na to co napiszę, które to pomysły ulotniły się wraz z włączeniem komputera).

a! apaszki! 

nadal zanabywam "na przyszłość" różne rzeczy w stylu marynarskim luźno bardzo pojętym. jak minie szał to nic nie kupię. zatem (pomimo dziury budżetowej jak stąd do niewidać) nie oparłam się tym uroczym apaszkom. 


na razie sobie leżą. nawet nie odmetkowane. apaszek nigdy dość. (a także butów, torebek i majtek)

...

za żadne skarby świata nie umiem też przekonać się do jazdy samochodem. nie umiem, nie lubię i uważam, ze to chyba najgorzej zainwestowane pieniądze w moim dotychczasowym życiu. koszmar.

najbardziej wkurza mnie to, że za kierownicą włącza mi się syndrom baby, czyli kompletna bezmyślność i nieudolność. i gdzie te wszystkie teorie o powiększaniu sobie... ego itd.? to nie działa!!!

...

bardzo chciałabym zamieścić w końcu jakąś notkę wycieczkowa na tym blogu, ale w tym roku to ja tylko palcem po mapie podróżuję. mało pasjonujące.

...

a snów o odciętej głowie w umywalce szkolnej opisywać nie będę. jakieś emo-goth-klimaty mój mózg zmroczony dopadły. wstyd.

a najgorsze, że ta głowa gadała.

...


wtorek, 23 sierpnia 2011

...

chwilkę temu stuknęło mi trzydzieści latek. hmmm... wiek jak każdy, a jednak...

świętowania nie było. nie widzę powodu, dla którego miałabym świętować fakt, iż do mojej wiecznej 18-tki doliczać muszę VAT w wysokości przekraczającej każdy (chyba) w Europie. 

była za to kawa z Rudą.

o Rudej pisałam kiedyś tutaj. wówczas wyglądało to źle. szczęściem życie napisało inny scenariusz. 

pięć godzin gadania bez przerwy. nie pamiętam kiedy taki maraton uprawiałam w ostatnim czasie. w toku plotek, ploteczek, wspomnień i nowinek przewinął nam się również temat mijającego czasu. 

11 lat od matury.

9 lat w jednym zakładzie pracy.

4 lata po studiach.

przyjaciele, z którymi trwanie liczymy już w dekadach.

po powrocie usiadłam nad kubkiem kawy i zastanowiłam się: gdzie jestem i kim jestem?

podsumowanie wypadło raczej blado.

...


sobota, 20 sierpnia 2011

...

od kilku dni zaliczam szał twórczy. robię biżuterię, odpisuję na listy, pakuję paczki czekające na wysłanie miesiącami, gotuję. tak naprawdę to nie mogę znaleźć sobie miejsca i stąd cały ten rozgardiasz.

patrzę na panel boczny bloga i myślę: kurcze sześć lat już będzie pod jednym adresem. może jakaś zmiana? spakować wirtualne walizki i gdzieś się przenieść. po raz kolejny zacząć od początku.

bo w wirtualu początki są łatwiejsze. i przyjemniejsze.

ale przecież żyjemy naprawdę i tutaj też trzeba czasem podjąć takie decyzje. o kolejnym początku.

od pewnego czasu biję się z myślami: co dalej? pojawiła się opcja wynajęcia mieszkania za grosze. niepewna, ale jest. trzeba by zacząć jakieś nieśmiałe starania. mam jednak mnóstwo wątpliwości. 

mieszkanie jest służbowe. zaleta taka, że czynsz jest niewysoki. wada - jak mnie zwolnią muszę lokal opuścić. a to oznacza powrót do domu. wrócić do domu po tym jak raz się z niego wyszło? i usłyszeć cholerne: a nie mówiłam/ łem? od rodziców, którzy wyprowadzkę potraktują jak zdradę narodową?

L. mówi żebym brała mieszkanie i się nie zastanawiała. "za rok staniesz na rzęsach żeby nie wracać". chyba mnie przecenia. podziwiam Green, która za kilkanaście dni zacznie życie gdzieś hen hen od domu. nawet jeśli dostanie tej przepowiadanej sraczki to zapewne i tak to uczyni. ja mogę nie dojść nawet do etapu sraczki. 

i to jest dramat.

...


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

...


...

Książkę do domu sprowadziła moja Siostra, która jako zawodowy nekromanta i miłośnik trupiszcza wszelkiego umarlakom okładkowym oprzeć się nie zdołała. Zerknęłam na opis na okładce i z jednej strony uśmiechnęłam się w przeczuciu niezłej zabawy, z drugiej - piasek zgrzytnął mi w zębach w desperackim "ale to już było!". 

"Szamanka..." to historia dziewczyny, która urodziwszy się w magicznej rodzinie nic z magią mieć wspólnego nie pragnie, uważając ją za bzdurę i rzecz niepotrzebnie żywot komplikującą, a Ida i bez tego życie ma skomplikowane, gdyż - jak raczyła nas poinformować Autorka książki - nawet nie Ida ma pecha, ale pech ma Idę. I rzeczywiście coś w tym musi być, gdyż przy całej swej niechęci do wszystkiego co nadprzyrodzone Ida zostaje obdarzona darem może nie magicznym, za to wyjątkowo wrednym - rozmawia ze zmarłymi. Innymi słowy jest medium. Medium, które wcale nim być nie chce, w dodatku znajduje się w czułych i troskliwych objęciach pecha musi wpakować się w kabałę nieprzeciętną, inaczej byłoby to wielce nieksiążkowe, biedna Ida nie wie zatem, iż spotkany w przeddzień (a właściwie w przednoc) jej wyjazdu na studia do Wrocławia duch ochrzczony przez nią mianem Jednookiego Kanibala jest zaledwie czubkiem góry lodowej kłopotów, która to góra zdolna jest zatopić nie jeden, ale 10 Titaniców. 

Biorąc się za lekturę "Szamanki..." pomyślałam: bogowie, kolejna opowiastka o czarodziejce, która bardzo nie chce, ale bardziej jeszcze musi i w związku z tym cierpieć będzie całe 400 stron. Nie wiem czy zawdzięczam to zawezwanym bogom, jednak aż tak źle być się nie okazało. Dzięki kilku zgrabnym pomysłom, dawce humoru stanowiącej miły dodatek, a nie cel sam w sobie, sprawnej narracji i niebanalnemu rozwinięciu banalnego z pozoru wątku "Szamanka..." jest nieciężką, przyjemną lekturą. Taką w sam raz na wakacje z duchami. Nie sposób w niej odnaleźć filozoficznych rozważań o życiu i śmierci, które przy młodym wieku Autorki mogłyby być przyciężkie lub niejadalne w ogóle. Nie ma też sensu doszukiwać się górnolotnego przekazu moralnego. Generalnie jeśli ktoś szuka czegoś więcej niż tylko miłej lektury i oderwania od rzeczywistości to lepiej niech sięgnie po Marqueza - "Szamanka..." zdecydowanie nie jest dla niego. Tych natomiast, którzy lubią oglądać szablonowe tematy po raz kolejny i kolejny i sprawia im to radość podobną do tej płynącej z bujania się na ogródkowej huśtawce serdecznie zapraszam do lektury.

...

wysłałam sobie tę recenzję na stronę selkar.pl. co mi tam.

...


wtorek, 09 sierpnia 2011

...

w każdym razie

...puszczona.

...

zaliczyłam jakiśtam urlop.

dwa tygodnie na zadupiu bez internetu, telefonu i telewizji.

za to z ekipą remontową i syfem do sprzątnięcia.

jestem pewna, że nienawidzę budowlańców wszelakiej maści.

...

uszkodziłam auto.

wjechałam w parkan sąsiadowi i mam teraz cudowne rysy na zderzaku. wczoraj kolega napisał mi sms: z czego było to ogrodzenie??? z betonu.

nienawidzę rowerzystów.

...

prawie nie mieszkam w domu. wpadam, przepakowuję walizki, robię pranie, wypadam. i tak w kółko. kursowanie pomiędzy chałupą na wsi i mieszkaniem może i by było przyjemne gdyby nie dodatek w postaci spędu rodzinnego na wsi właśnie.

jestem zmęczona. i przez większość czasu tam wkur... zdenerwowana bardzo.

...

zanim zacznie się prawdziwie paskudna pogoda muszę zrobić zawieszenie w aucie. znosi mi Ulicznicę na prawo.

...

ale wiecie co?

zjem lody czekoladowe obficie polane likierem i będzie dobrze.

...


Archiwum