...ścieżka na stos...
RSS
czwartek, 26 lipca 2012

...

jako, ze urlop mam już za sobą przygotowuję się do wakacji.

winiety, waluty, polisy, listy must have.

odliczam dni i coraz bardziej się boję.

i coraz bardziej chcę.

dysonans taki.

...

wtorek, 03 lipca 2012

...

nie wiem czy kiedykolwiek pisałam na tym blogu (czy na innym również nie wiem), ale w jeśli się powtórzę to trudno: lubię listy. nie jakieś tam nowoczesne e-maile, ale papierowe, ręcznie pisane listy. faktem jest, że z czasem piszę ich coraz mniej ciągle jednak te kilka w roku udaje mi się napisać i, co ważniejsze, otrzymać.

wiecie co jest pięknego w pisaniu listów? odpowiedzi. oczekiwanie na kopertę w skrzynce. rozpoznawanie nadawcy po charakterze pisma. wreszcie niecierpliwe rozrywanie koperty i odkrywanie skarbów w niej zawartych. bo listy to nie tylko słowa. to emocje, wspomnienia, przemyślenia, wielkie i małe prawdy. ale także dbałość o formę, staranie, czyjeś zabiegi by to mnie i tylko mnie było przyjemnie. uwielbiam listy. bo są tylko dla mnie. intymne, nawet wtedy kiedy traktują o rzeczach tak prozaicznych jak zakup kapci.

jednym z moich najstarszych (stażem!) korespondentów jest I-kun. w latach ta znajomość, z czasem dojrzała do przyjaźni, nie da się policzyć na palcach obu rąk. poznaliśmy się jako bardzo młodzi i bardzo niedojrzali ludzie. razem dorastaliśmy. kłóciliśmy się i godziliśmy. zdaliśmy maturę, poszliśmy na studia i do pracy. razem. choć dzieli nas 270 kilometrów. 

korespondencja z I-kunem zawsze miała ten szczególny charakter. czerpany papier, rysunki, szkice, wydruki, mangi, setki plików na różnorakich nośnikach, zdjęcia, wstążki. zapachy, smaki, dobre rady i szaleństwo do dna.

dziś znów dostałam list od I-kuna. w zeszycie obszytym bawełną z nadrukiem rysunku jego autorstwa. i z drobiazgami. i znów cieszę się jak lata temu. jak zawsze. i już myślę o tym czym mogłabym tym razem się z nim podzielić.

 

listowo

 

...

Archiwum