...ścieżka na stos...
RSS
niedziela, 28 czerwca 2009

...

do podróży zostały 2 dni.

początkowa radość i euforia powolutku zamieniają się w strach. jak będzie? czy wszystko się uda? 

obawiam się odległości. obawiam się nieznanego. obawiam się własnego nieprzygotowania. 

ale torba wyciągnięta z szafki. piętrzą się na niej pierwsze przygotowane do zabrania rzeczy. jutro prasowanie i zakupy. nie mam mapy. nie wiem jak tam działa komunikacja. nie lubię tłumów, które tam z pewnością będą. mój pokój stanowi krajobraz po huraganie - chaos i bałagan.

światełkiem w tunelu jest Mordimer, z którym być może się spotkam.

i najważniejsze - nie jadę sama. bo sama... chyba zawróciłabym wpół drogi.

...


sobota, 27 czerwca 2009

...

wyprawa do kina była zupełnie spontaniczna.

telefonem dopadł mnie jeszcze z drodze z popracowych zakupów.

"jedziemy do kina?"

"ale na co? chyba nic nie ma..."

"Coco Chanel. 18 w kazimierzu"

ogarnięta w 20 minut, 10 minut na obiad i już siedziałam w samochodzie.

film... zaparł mi dech w piersiach. oglądałam... nie! chłonęłam go całą sobą. subtelna muzyka stanowiła wspaniałe tło do przepięknego obrazu. pojedyncze klatki filmu niczym cudowne fotografie zatrzymały się na długo pod moimi powiekami. i bohaterka - silna, odważna, nietuzinkowa. spełnienie snu o byciu kobietą.

wyszłam milcząc. i milczałam dłuższą jeszcze chwilę.

polecam.

...


wtorek, 23 czerwca 2009

...

mała wiedźma ukryła się pod liściem łopianu.

małej wiedźmie deszcz zmoczył brzeg sukienki.

mała wiedźma starła z policzka samotną kroplę. poprawiła wiedźmowy kapelusz i pogłaskała przekwitłe już mlecze.

mała wiedźma wyrusza na poszukiwania.

szuka zagubionego szczęścia.

...


...

noc majaków. noc burzowa. szalona noc.

"szampan był, bito szkło,
zawrót głowy, to było właśnie to"

teraz poszukać spokoju.

dla dwojga?

...


sobota, 20 czerwca 2009

...

zapiszę sobie myśli moje swobodne.

o spodenkach do kostiumu kąpielowego.

o tym, że tęsknię.

że zimno w stopy.

i że pada.

o kuchni niesprzątniętej.

o czekaniu i nadziei.

o tostach z serem pleśniowym i pomidorami.

o grudniowym morzu.

po północy myśli żeglują tak lekko. swobodnie.

niepoukładane.

nieokiełznane.

myśli.

...


czwartek, 18 czerwca 2009

...

Det: Moim zdaniem Zespół Samokształcenia Dyrektorów Szkół brzmi tak samo jak zespół pomocowy AA.

Seph: W pewnym sensie to to samo.

...


niedziela, 14 czerwca 2009

...

wczoraj z przeniesieniem na dziś.

spotkanie travianowe.

akurat Kwaska zjechał na chwilkę do Polski to był przyczynek ku ogólnemu pijaństwu.

przyjechali także Kasia i Tomek z Nowej Dęby. bardzo sympatyczni ludzie, którzy zaczynają na naszym serwerze.

pech nas troszkę prześladował tego 13tego.

wpierw się okazało, że knajpka, w której się umówiliśmy - Absynt - jest remontowana.

potem, że w miejscu, w którym tak sympatycznie się wymościliśmy od 21.30 jest impreza zamknięta.

w końcu, że wiele miejsc jest czynnych tylko do 2, a o 2 ciężko znaleźć miejsce tam gdzie coś jest czynne dłużej.

ale i tak było świetnie.

dużo zdjęć, dobre drinki, smaczna pizza o 22. 

w domu byłam około 3. w łóżku w pobliżu 4. 

zgrzyty domowe włożę sobie pod łóżko i będę uznawała za niebyłe.

...


piątek, 12 czerwca 2009

...

odsłona kolejna.

"ach, co to był za ślub!..."

no mój. a raczej koszmar ślubny. biała suknia, tren na kilka metrów chyba, druhny w różu i kaplica na wolnym powietrzu ubrana białymi liliami. skojarzenia z amerykańską wizją ślubu idealnego pożądane. z pozytywnych rzeczy tylko tyle, że włosy mam rude, w pięknych falach opadające na plecy i przyozdobione delikatnymi kryształkami, które wyglądają jak krople rosy - żadnych welonów i kwiatuszków. ufff... wizję idealną psuje brak Pana Młodego. ja czekam. rodzice czekają. goście czekają. a chłopa jak nie było tak nie ma. po rozum do głowy poszedł, którego mnie gdzieś po drodze zbrakło? no, ale podenerwowana jestem mocno. w końcu zjawiają się dwaj (!) panowie. w mundurach. i oświadczają mi, że przyszły mój małżonek pojawić się nie może w związku z wykonywaniem rozkazu numer-bardzo-długi. ale oni przybyli (jak w ramach zastępstwa, to troszkę nadmiarowo - przechodzi mi przez senny umysł), by przewieźć mnie w miejsce pełnienia służby lubego cobyśmy ślub ów wziąć mogli. no, piękny ukłon armii w stronę żołnierza. tak więc wśród łez rodziców i szeptów rozczarowania gości dwuosobowa delegacja wojskowa zapakowała mnie do... uwaga! uwaga!... dwupłatowego samolotu - takiego starego, niebezpiecznie kojarzącego się z maszynami, które odbywały pierwsze loty nad Atlantykiem i polecieliśmy. nigdy nie widziałam oceanu z lotu ptaka, ale jeśli w rzeczywistości wygląda tak jak w moim śnie to jest to widok grzechu warty. miejscem docelowym okazał się... lotniskowiec. wylądowaliśmy  bez przeszkód (to chyba możliwe tylko we śnie było) i panowie pomogli mi wysiąść. przy samolotach, które z F16 mi się skojarzyły drewniane pudełko, którym mnie przywieźli wyglądało dość uciesznie. na miejscu powitał mnie młody człowiek w galowym mundurze i oświadczył, że możemy udać się do ołtarza, gdyż wszystko gotowe. dobra, myślę, nawet o zastępstwie za tatusia panny młodej pomyśleli. w sumie ślub na morzu to też nie lada atrakcja. gdzieś po drodze między domem a lotniskowcem postradałam tren, bo się nic za mną po pokładzie nie ciągnęło. dotarliśmy do zaimprowizowanego ołtarza, a tam... nie ma ślubnego. pytam gdzie mój przyszły mąż, a wygalantowany zastępca ojca panny młodej mówi mi, że to on. co??? zgodnie z rozkazem kolejny-numer-bardzo-długi w związku z brakiem możliwości wypełnienia ślubnych zobowiązań przez mojego lubego on weźmie ze mną ślub. zgłupiałam. i wyszłam za mąż. na lotniskowcu. za obcego mężczyznę. bo tak mówił rozkaz numerjakiśtam.

...


czwartek, 11 czerwca 2009

...

bezczelnie zgapiwszy od Morfeusza nabyłam rzeczony kubeczek.

herbatka smakuje w nim świetnie. kawa jeszcze lepiej.

kubeczki można nabyć tutaj. z tego miejsca zresztą pochodzi zamieszczone zdjęcie.

...


piątek, 05 czerwca 2009

...

kino.

Duchy moich byłych.

całkiem przyzwoicie się to oglądało, choć angielskie dialogi lepsze od polskiego tłumaczenia.

pośmiałam się troszkę.

przed kinem obiad popełniliśmy w kuchni Krasnoluda.

właściwie to on popełnił, bo ja szukałam noclegu w Trójmieście na początek lipca i przyssana do telefonu byłam skutecznie.

po kinie coś na słodko.

(jakby mało słodki film był)

w międzyczasie nabyłam kurtkę. i podkładkę pod mysz coby myszką po blacie stołu nie skrobać.

spokojnie, leniwie, dobrze.

...



 
1 , 2
Archiwum