...ścieżka na stos...
RSS
sobota, 29 maja 2010

...

zawsze zostają jakieś okruchy w otaczającym nas świecie.

dlatego się nie zapomina.

...



...

...

w nocy trzeba spać, nie myśleć.

najlepiej byłoby w ogóle nie myśleć.

szczególnie o przeszłości.

i przyszłości.

...

dobranoc?

...


czwartek, 27 maja 2010

...

spełniło się moje marzenie. dostałam koparkę! śliczną, żółtą, nowiutką. mój prywatny smok.

z dzikiej radości postanowiłam koparką tą jechać na wakacje nad morze. zapakowałam bagaże w łyżkę, siostrę w kabinę i w drogę. jechałyśmy sobie wesoło śpiewając i podziwiając widoki. koparka moja demonem szybkości była, bo... przekroczyłyśmy dozwoloną prędkość. i ścigała nas policja. 

uciekałam wraz z siostrą żółtą koparką po dwupasmowej drodze wijącej się dzikimi serpentynami wśród pól obsypanych makiem. wiatr we włosach, wycie syren w uszach... rozkosz!

chyba nas nie złapali. nie wiem. zadzwonił budzik.

...


wtorek, 18 maja 2010

...

siedem lat razem.

dziękuję.

...


poniedziałek, 17 maja 2010

...

niniejszym oświadczam, iż wraz z poniedziałkiem poczyniłam mocne postanowienie, które brzmi:

WIEDŹMA NIE JE CZEKOLADY NI NICZEGO CO CZEKOLADĘ ZAWIERA.

wyprzedzając ewentualne domysły - nie, nie odchudzam się. chuda wiedźma to by była wiedźmiata porażka.

...

a jak jesteśmy przy porażkach to... moja kurtka przeciwdeszczowa o pięknym fioletowym kolorze ma kaptur w kolorze... miętowym. hiperwentylację zaliczyłam na ten widok rano. do końca życia zapamiętam: przy zakupie sprawdzać kaptur!

...


piątek, 14 maja 2010

...

najpierw przyczynek do notki.

zakupy. babska wyprawa po nic, która zwykle kończy się czymś. ruchome schody. Kot jedzie obok mnie i wącha to łapkę to papierek próbując zdecydować, które perfumy są tymi lepszymi. nagle wypala:

Kot: co to jest? kupuję ciuchy - radzę się męża. kupuję perfumy - radzę się męża. uzależnienie jakieś?

ja: nie, małżeństwo.

śmiech. kolejny błyskotliwy kocio-wiedźmowy dialog. 

Kot jest ta odważniejsza z nas dwóch. rodzinne stadło założyła. ale o odwadze i welonie (albo odwadze do welonu) innym razem może naskrobię. dziś będzie o żonach swoich mężów (taka analogia do syna mamusi).

to co Kot powiedziała wydaje mi się naturalne. jestem z kimś, kocham go, założyliśmy rodzinę, więc liczę się z jego zdaniem i jest ono dla mnie cenne. nawet mój pokrzywiony nieco umysł uznaje to za normalne.

ale...

Kot w banku jak coś trzeba to załatwi sama. wie co to podatek i do czego służy PIT. urzędy ją przerażają tylko o tyle, że kontakt z nimi jest na ogół traumą, a nie dlatego, że nie wie co tam robić, bo taka sierotka marysia z Kota. 

tymczasem...

znanych jest mi cały tabun kobiet, które pod tym względem są kompletnymi życiowymi ofiarami. nie załatwią nic i nie zrobią nic, bo nie potrafią, nie znają się, nie wiedzą... itd. a wyjaśnienie tego stanu rzeczy brzmi: bo to mój mąż wszystko załatwia. i dlatego Pani X nie wie, że jak się nr rachunku bankowego zmieni to się pracodawcę informuje inaczej wypłata raczej nie wpłynie (moja szklana kula i fusy nie podają numerów rachunków. przysięgam!) i tym podobne życiowe kwiatki. zawsze jak spotykam się bezpośrednio z taką bezradnością uśmiecham się uprzejmie i pomagam, a potem przez czas jakiś wychodzę ze zdziwienia ciężkiego. 

nie wiem. może ja jestem niesprawiedliwa. może mi jest łatwiej, bo na razie mam tylko siebie i swoje sprawy do ogarnięcia. może to jest tak, że jak ma się dwójkę, trójkę dzieci do zaopiekowania i dom do prowadzenia, a do tego regularny etat to zwyczajnie nie ma się ani czasu, ani ochoty na zapoznawanie się z pewnymi rzeczami, a to co się znało się zapomina i człowiek podlega dewaluacji (jak ten netbook). zastanawia mnie jednak zawsze co się stanie jak mąż Panią X odumrze? toż zginie kobieta z kretesem, bo życie ją przerośnie. taki brak asekuracji sprawia, że się zimno robi na samą myśl.

nie twierdzę, że mam rację. życie zapewne zweryfikuje mi ten (i nie tylko) pogląd. na razie jednak twierdzę, że taki stan niecniewiedzenia-naniczymsięnieznania jest zwyczajną beztroską. i ryzykanctwem, bo życie czasem płata paskudne figle.

...

huh! wygadałam się!

dobrego weekendu.

...


środa, 12 maja 2010

...

rozmowa o zakupie netbooka.

tlen.pl
11:56:48 sephien: kurczak
11:57:17 sephien: jak patrzę na cenę i parametry i przypomnę sobie ile ja za swojego dałam i co ma w środku to trochę cholera bierze ;)
11:58:00 sephien: jak to wszystko się szybko dewaluuje
11:58:05 my też?
11:59:43 Evriel: chyba tak :(
12:00:13 Evriel: może nie aż w takim tempie;)

...


tlen.pl
niedziela, 09 maja 2010

...

dziwnie mi jakoś. słodko, gorzko, ironicznie, płaczliwie. wszystko na raz. kotłuje się we mnie jakaś taka obrzydliwa mieszanka, która wnętrzności przewraca. i niby jest wszystko poukładane, niby w porządku, a jednak to coś się we mnie burzy. nie wiem skąd i po co, i na co, więc i rady żadnej chwilowo na to nie mam.

...

w pracy klimaty podłogowe. poszło pismo o normalizacji i redukcji zatrudnienia. blady strach. dla mnie niepokojąco o tyle, że nienawidzę zmian. takich drastycznych. a ta drastyczną będzie. ja się nie nadaję do wdrażania w nowe środowiska, poznawania ludzi, szukania kontaktów. przerasta mnie to i przeraża. mam odruchy ucieczkowe.

...

zaczęłam korzystać z maila. *śmiech* nie żebym do tej pory nie miała i nie korzystała. miałam, a owszem. korzystałam jednak sporadycznie. teraz zaczynam intensywniej, bo jest po co. korespondencja z Asieńką jest radośnie absurdalna i kwitnie tymże absurdem malowniczo.

...


poniedziałek, 03 maja 2010

...

w kwiatkach czeremchy
odurzony zapachem mój
szalony gniew osunął się
na kolana

stałam nad nim
bezsilna i drżąca
(...)
...

część dalsza nie nastąpi.
część dalsza nie nastąpi?
...

sobota, 01 maja 2010

...

przyszło mi znaleźć się w roli obserwatora zdarzeń, które mnie w sposób zaledwie nikły dotyczą. miejsce mam dobre - w pierwszym rzędzie. siedzę sobie i patrzę jak ludzie się miotają dziwnie uwiązani pomiędzy swoją ambicją a nieudolnością. zabawne.

podobno najlepiej jest uczyć się na błędach cudzych, nie własnych. i podobno najtrudniej. mam nadzieję z tego drobiazgu wyciągnąć stosowną lekcję dla siebie. wraz z zastosowaniem praktycznym.

...

zakończyłam lekturę Ojca Chrzestnego. w nie tak dawno minionym czasie ktoś polecając mi tę książkę napisał: to kawał dobrej, mięsistej literatury. nie mylił się. 

...


Archiwum