...ścieżka na stos...
RSS
piątek, 29 kwietnia 2011

...

wracam do życia (bo w rzyci to jestem z taką ilością spraw, że nigdzie iść nie muszę). zakończyła się kontrola wlekąca się przez 5 tygodni. sukcesem się zakończyła. naszym, nie kontrolujących. protokół jest śliczny, a załoga pojazdy kosmicznego zwanego szkołą kontenta.

co nie zmienia faktu, że te 5 tygodni kilka razy przyprawiło nas o wkur...z ciężki i chęć mordu. ale ostatecznie to nie ma być przyjemne tylko skuteczne. 

...

w minionym czasie wydarzyło się kilka smutnych rzeczy, po których miałam kłopot się zebrać w garść, ale i to jakoś powoli mija. przedłużone lizanie ran prowadzi do gangreny, nie ozdrowienia. ja zdrowieję.

...

na Wielkanoc uciekłam od cywilizacji do mojej wioski, która coraz mniej jest zabita dechami. cywilizacja nas dogania. choć w domu nadal nie ma zasięgu żadna sieć komórkowa, a internet jest tylko u ciotki. w centrum wsi. (wsie mają jakieś centra?) myślałam  nawet o zrobieniu jakiejś miłej galerii, ale jakoś tak mi się nie chce.

...

prawo jazdy w toku. zdałam teorię, praktyczny mam 5 maja. nie przewiduję sukcesu za pierwszym podejściem (za drugim i trzecim też nie). niektórzy mówią, że to nieuzasadnione, ale wiem z własnego (i cudzego też) doświadczenia, że nadmierna pewność siebie jest równie zgubna co dupąwołowąbycie. 

trzymajcie kciuki. głównie za to bym przeżyła, bo stresa mam już ogromnego. śnią mi się po nocy dziwne rzeczy. to potrąceni piesi, to egzaminator pod postacią kontrolującego mówiący mi, że nie mogę tyle prawym pasem jeździć, bo przekraczam limit wydatków w paragrafie 4300. cyrk.

...

z DELF a2 chyba nic nie będzie. nie sądzę bym podołała.

...


sobota, 16 kwietnia 2011

...

jakaś pieśń, kwiaty i cisza.

ostatnie pożegnanie.

...


niedziela, 10 kwietnia 2011

...

marnuję czas.

...

To co zobaczyła nie spodobało się jej ani trochę. Lucek siedział wbity głęboko w ziemię czerwonej doniczki, a czupryna liści stroszyła się groźnie jakby zamierzał zniechęcić do swej istoty jakiegoś wyjątkowo zaciekłego wroga. Taniec godowy mandragory – ni to śmieszny, ni to straszny – niezwykłością swego objawienia przyprawiał o gęsią skórkę. Jednak w pokoju na poddaszu było cicho i spokojnie i właściwie nic, poza przerażonym Luckiem, nie wskazywało na to by działo się coś złego.

- Lucek, co tobie? – zwróciła się do florłaka. – Jak chcesz się bawić w chowanego to wpierw odwiedź fryzjera, bo z tej ziemnej norki cała twa czupryna wystaje – spróbowała zażartować. Jedynym co uzyskała było oburzone prychnięcie mandragory.

- Wcale się nie bawię! Zabierz go stąd!

- Kogo? – oczy powoli nawykłe do półmroku pomieszczenia rozglądały się niepewnie. – Tu nikogo nie ma.

Jakby w odpowiedzi na jej słowa poduszki fantazyjnie rozrzucone na łóżku poruszyły się i spod stosiku leniwie wyszedł kot. Szare oczy Margaret rozszerzyły się ze zdziwienia, zwierzak tymczasem spojrzał na przybyłą, liznął futro na boku i usiadł ze spokojem prezentując całe swe śnieżnobiałe jestestwo.

...

powstało w autobusie jesienią 2010. wątpię by doczekało się poprawki, kontynuacji czy czegokolwiek.

...


niedziela, 03 kwietnia 2011

...

miniony tydzień był trudny. z wielu powodów.

niedzielne przedpołudnie nie wykazałoby żadnych anomalii gdyby nie krótki acz treściwy sms od Krasnoluda. "dziadek zmarł". nieświadoma jego choroby poczułam się przez sekundę jakby mi ktoś w głowę czymś ciężkim przyładował. znienacka.

później nastąpiły jakieś obłąkańcze dni. jazdy. francuski. a w pracy ta cholerna kontrola, która ciągnąć się będzie do 6 maja skutecznie utrudniając wszelkie konstruktywne działania. 

w czwartek nie wytrzymałam i porwałam Krasnoluda na randkę. a co. wspólny obiad, spacer i kawa w naszym ulubionym Absyncie. kawałek normalności. oddech.

...

w życiu trzeba się czasem zatrzymać. rzucić wszystkim i po prostu spojrzeć w niebo. by nie zwariować.

...


Archiwum