...ścieżka na stos...
RSS
czwartek, 24 marca 2011

...

kiedy na fejsbukowym kanale Folk24 dostrzegłam informację, że grupa Michaela Flatley'a ponownie wystąpi w Polsce serce podskoczyło mi z radości. podczas ich poprzedniego tournee po naszym cudnym kraju nie miałam możliwości ich zobaczyć i bardzo żałowałam. niektóre błędy popełnia się jednak tylko raz, więc bilety zakupione zostały już w grudniu - taki mały prezent gwiazdkowy.

te trzy miesiące do spektaklu wydawały się wiecznością, ale przeminęły. wszystko ustalone: gdzie jedziemy, o której, urlop zaklepany.

...

23.03.2011 - 19.30 - Katowice - Spodek.

zgasło światło.

"ladys and gentelmen..."

poszło.

magia? nie. euforia? troszeczkę.

historia opowiedziana przez "Lorda" to banał o ciemnej i jasnej stronie mocy, z dwoma kobietami i miłością w tle. na strojach mocno się zawiodłam. muzykę znałam od wielu lat z nie do końca legalnych kanałów. ale wiecie co? żaden filmik na tubie, ani żaden materiał promocyjny nie jest w stanie człowieka o jako-takiej wyobraźni przygotować na to z czym zderza się bezpośrednio na spektaklu. to niesamowite uczucie kiedy w kordonie stepujących próbujesz okiem wyłapać tego, który w danym momencie wybija rytm i nie jesteś w stanie tego uczynić lub kiedy patrzysz na stopy tancerza i wiesz, że on stuka szybciej niż biegną twoje myśli czy bije serce. 

partie żeńskie - śliczne. szczególnie solówka "Gypsy". partie męskie - wgniatały w fotel. głównie dzięki przeważającej ilości stepu i szybkiej, twardej rytmice. 

to nie było to czego oczekiwałam, ale nie mogę też powiedzieć bym się zawiodła. nie żałuję tych bezbożnych pieniędzy wydanych na bilet.

...

z rzeczy zadziwiających - publiczność. masa otaczających mnie osób nie reagowała na tancerzy i ich próby nawiązania kontaktu z widzami. mało tego - nie reagowała na muzykę. mi, której nogi (i nie tylko) porywało przy każdym żywszym utworze bardzo trudno zrozumieć siedzących jak kołki osobników. nie wiem czy do tego trzeba być głuchym, kompletnie niewrażliwym na rytm jakikolwiek, tak zblazowanym czy co tam jeszcze, ale dziękuję bogom, że mnie podobne nieszczęście nie dotknęło.

...

w ramach pamiątki przywiozłam płytę. teraz muzykę mam ze źródła nie tylko legalnego, ale i w o wiele lepszej jakości.

...

i na koniec słowo o organizacji samego koncertu. 

minus to damska toaleta gdzieś w kosmosie.

plusy to sprawna obsługa szatni i ochrona z poczuciem humoru. 

...


poniedziałek, 21 marca 2011

...

serce już odlicza i drży ze zniecierpliwienia.

i niepokojem podszyte będą kolejne 2 noce.

oczekiwanie euforii.

...


piątek, 18 marca 2011

...

tym razem tytuł ma niewiele z motoryzacją wspólnego. nogę z gazu musiała zdjąć wiedźma jakoś początkiem ubiegłego tygodnia i tak się jej to zdejmowanie nie spodobało, że udała się w środę do lekarza. bo jak nie iść jak przy wchodzeniu na pięterko czwarte już na wysokości drugiego trzeba się zatrzymać inaczej jakąś pieśń za zmarłych trzeba by wiedźmie odśpiewać, a przez park nie da się kłusem przebiec tylko dostojnym krokiem 80latki przeczłapać. 

no to poszła.

i dostała skierowania na badania i do poradni pulmonologicznej z orzeczonym podejrzeniem astmy. 

protestuję! 

...

nadal robię prawo jazdy. tak robię i robię... i zastanawiam się kiedy mój instruktor mnie zamorduje. będąc w formie szczytowej końcem ubiegłego tygodnia tak się przejęłam faktem, że mam oblać egzamin wewnętrzny, że z wrażenia przejechałam na czerwonym, wymusiłam pierwszeństwo i niemal rozjechałam kobietę na parkingu. rozwiązałam instruktorowi problem co on w protokół wpisze koncertowo. 

tak po prawdzie to mam gorsze i lepsze dni. czasem są takie jak ten opisany akapit wyżej, a czasem są jak miniony poniedziałek kiedy niemal zupełnie nic się nie dzieje i można by rzec, że w sumie to może do MORDu bym już poszła. ale na razie nie idę. wyjeżdżę sobie te 10 dokupionych godzin do końca.

nie bez znaczenia jest moja osobista Grupa Wsparcia, czyli krakowsko-warszawski melanż oszołomów, którym moje towarzystwo jakoś jeszcze nie obrzydło. Melanżowi dziękuję za cierpliwe znoszenie mojego marudzenia. 

wczoraj Krasnolud zapytał mnie czy mnie to jeżdżenie cieszy. i wiecie co? cieszy. męczy cholernie, ale i cieszy. mimo, że idzie jak po grudzie.

...

w końcu poszłam do kina. uwielbiam kino i tęskno mi już było. wybór padł na "Salę samobójców". słyszałam dużo dobrego o tym filmie i zachęcona tymi recenzjami oraz trailerem poszłam. 

by się rozczarować.

film, który miał poruszyć, wstrząsnąć, otworzyć oczy okazał się odrealnioną bajeczką dla grzecznych dzieci z zakończeniem obliczonym na efekt. jedyne co może się w nim podobać to sprawne połączenie tradycyjnej kamery filmowej z ujęciami amatorskimi i techniką cyfrową obrazu. jako wizualny zboczeniec poczułam się usatysfakcjonowana. na reszcie realizacja poległa. główny bohater to synalek bogatych rodziców, którego nie sposób polubić, a więc i ciężko wysilić się na współczucie. dramat rozpieszczonego materialnie i niedopieszczonego mentalnie dziecka ginie w poszatkowanej jak makaron nitki, a przez to płaskiej fabule. do tego ktoś inteligentnie wymyślił, by bohater wyglądał jak dziecię emo. i przydał mu wirtualną przyjaciółkę utrzymującą, że od trzech lat z pokoju nie wychodzi. autorowi scenariusza proponuję mniej japońskich komiksów, więcej życia.

filmu nie polecam oglądać w kinie. szkoda pieniędzy na bilet.

...

na koniec zakupowo. 

stałam się szczęśliwą posiadaczką zielonego fraka w roślinny wzór. 

happy me :)

...


czwartek, 17 marca 2011

...

siedzą na górze i robią gówno.

często na nasze głowy.

...

...


czwartek, 10 marca 2011

...

zabiegana.

zajeżdżona.

zatęskniona.

to ostatnie za wiosną oczywiście. a dziś rano powitało mnie 5 cm śniegu. i przemokły mi buty.

próbuję się jakoś ogarnąć pomiędzy zajęciami z francuskiego, pracą i prawem jazdy. trochę mi doby brakuje i trochę zaniedbałam dom. jestem tu niejako gościem. tak od 3 tygodni.

ale, ale... gość, nie gość - meble przestawić trzeba. meble, które stoją na jakimśtam utartym miejscu dłużej niż kilka miesięcy to rzecz nie do pomyślenia w wiedźmowym świecie, więc w poniedziałek fruwały szafy i kanapy. i uwolnione nagle od internetowego kabla biurko komputerowe. szał ciał i... i niechcący miejsce na fotel się zrobiło. no, fotelik. ale wizja i tak kusi.

kusiły też buty z wystawy. ciemną czerwienią kusiły. i skusiły. od panów dostałam kwiaty i życzenia, a sama sobie taki oto prezent na obcasie zafundowałam. tym bardziej, że powody do świętowania były. rok 2010 oficjalnie zamknięty. świadczy o tym podpis stosowny na bilansie. jeszcze przetrwać kompleksową kontrolę gdzieś w najbliższym czasie i tadaaaammmm! można się cieszyć swobodą. tak do grudnia.

na prawku jest... źle. nawet jeśli wystarczy mi siły i cierpliwości do siebie samej to kierowcą będę tragicznym. jestem zniechęcona i mam poczucie porażki. ale brnę w to dalej. jak dureń jakiś.

a jak jesteśmy przy prawku to dialog z L-ki.

- Słońce, noga z gazu, tu jest ograniczenie do 50.

- To dlaczego oni wszyscy mi uciekają??? (Słońcu włączyła się podejrzliwość)

- Bo tu nikt oprócz eLek tak nie jeździ.

- >.<

...


wtorek, 08 marca 2011

...

wbrew przewrotnemu tytułowi dzień dzisiejszy lubię i świętuję. i dlatego właśnie - zaglądającym tu Paniom oraz swojej skromnej osobie - życzę byśmy umiały się cieszyć tym kim jesteśmy, zdolności wyrwania się z pęt stereotypu i odwagi w spełnianiu marzeń. i jeszcze wiary w siebie - tak silnej by nie mieć wątpliwości, że dzisiejsze kwiaty to nie tylko pokłosie obrzydzonego nam obyczaju, ale wyraz prawdziwego szacunku i miłości, które to uczucia obdarowujący kierują ku nam cały rok.

...


poniedziałek, 07 marca 2011

...

Komuś.

by mieć siłę nie zabijać nadziei.

...

...

piątek, 04 marca 2011

...

z cyklu: kociowiedźmie dialogi błyskotliwe.

...

ja: ja chciałam wczoraj tego Kaligulę kupić 

ja: ale empik w krakowskiej ma tylko twardego 

ja: a ja całego Piekarę w miękkich mam  

Kot: jestes jedną z nielicznych kobiet, która miękkiego przedkłada na twardego...  

ja: wolałabym twardego, ale pierwszy miękki mi się trafił  

...


czwartek, 03 marca 2011

...
zostałam dziś okradziona.

pierwszy raz w życiu.

trochę w tym mojej własnej winy i roztargnienia, nie zmienia to faktu, że pozostaję w głębokim szoku.
...


wtorek, 01 marca 2011

...

w murach Rotundy spęd. o godzinie jak na niedzielę i charakter imprezy dość bezbożnej - w samo południe. to dobre do pojedynku, ale i do słuchania szant jak się okazuje.

koncert szanty klasycznej w ramach festiwalu Shanties w Krakowie.

30 lat historii, 30 lat tradycji - bardziej lub mniej zapomnianych. na scenie można było zobaczyć i posłuchać dinozaurów - Cztery Refy, Stare Dzwony, Ryczące Dwudziestki. były też Brasy, Banana Boat, Kuftry i Sąsiedzi. 

wzruszenia? oczywiście. "Requiem dla nieznajomych przyjaciół z Bieszczadów" w wykonaniu Banana Boat wyciszył na krótki moment wszystkich na sali. "Opowieść przy kielichu" Ryczących Dwudziestek zaczarowała.

smaczkiem okazali się Bretończycy, którzy wystąpili wspólnie z Bananami, a których nie miałam nadziei zobaczyć.

dobra energia, dobre emocje, dobre spotkania. baterie podładowane.

...

a dziś odwiedzając blogi dowiedziałam się, że Akemi zamknęła swoje małe królestwo. 

smutno.

...


Archiwum