...ścieżka na stos...
RSS
piątek, 30 grudnia 2011

...

mam bilety na Loreenę!

mam bilety na Loreenę!

mam bilety na Loreenę!

...

czwartek, 29 grudnia 2011

...

- co to?

- puste opakowanie.

- ale po czym takie dziwne?

- po mojej cierpliwości.

...

wtorek, 27 grudnia 2011

...

ja (podając Krasnoludowi butelki i otwieracz): a zresztą ty otwórz, ostatecznie ty w tym związku nosisz spodnie.

Krasnolud: no nie wiem...

ja (na wszelki wypadek lustrując stan Krasnoludowego odzienia): chcesz powiedzieć, że spodnie są jak glany? to nie obuwie... eeeeee... odzienie tylko stan umysłu?

Krasnolud: coś w tym stylu.

ja: dziękuję za uznanie mojej wyższości.

tu następuje pauza około pięciosekundowa, a po niej obustronny głośny rechot.

...

jeśli ktoś widział wiedźmę i Krasnoluda to wie cóż nas tak ubawiło, dla niewtajemniczonych informacja: wiedźmy jest 1,5 metra, Krasnoluda sporo więcej.

...

czwartek, 22 grudnia 2011

...

Wszystkim Zaglądaczom, Czytaczom i Podglądaczom życzę dobrych, spokojnych Świąt.

Niech będą zwyczajnie piękne.

christmas

...

grafika pochodzi stąd.

...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

...

- o, bogowie! - jęknęła wiedźma wyrwana ze snu radosnymi dźwiękami openingu Star Wars'ów. fioletowy ekranik telefonu migał radosnym: wstawaj wiedźmo!

- nieeeeeeee...! - rozdzierający krzyk rozpaczy wiedźmowej duszy zapewne wzbudziłby głębokie współczucie i żałość w niejednym twardzielu.

gdyby oczywiście ktokolwiek mógł go usłyszeć.

i gdyby ktokolwiek chciał go słuchać.

...

niniejszym ogłaszam, że w dniu dzisiejszym o 5.30 rozpoczął się najgorszy tydzień w roku. jak co roku od kilku lat. najbardziej nerwowe, irytujące i pełne myśli wysoce nieprzychylnych dni już tu są! cieszmy się i radujmy!

...

czwartek, 15 grudnia 2011

...

2012 oprawię tak:

2012

jestem zboczona i mam słabość do tych kalendarzy.

i nie wiem czy za rok będzie mnie stać na takie szaleństwo.

...

wtorek, 13 grudnia 2011

...

 druid

...

Atticus O'Sullivan jest Irlandczykiem. Wraz ze swym wilczarzem zamieszkuje arizońskie Tempe i prowadzi całkiem wygodne życie, na które składają się prowadzenie księgarni ezoterycznej, przycinanie ogródka pewnej wdowy i łowieckie wyprawy z psem. Nie byłoby w Atticusie nic egzotycznego (no, może poza imieniem) gdyby nie fakt, iż jest on... druidem. I to nie byle jakim, bo liczącym sobie więcej niż dwa millenia. 

Ponad dwa tysiące lat to spory kawałek czasu i nie trzeba być szczególnie uzdolnionym w tej materii by nabawić się w trakcie życia wrogów. Atticus jednak nie próżnował i przysposobił sobie jednego już za młodu. Liczba może niezbyt pokaźna, za to ranga... Główny adwersarz Irlandczyka to nikt inny jak Bóg Miłości rodem z panteonu Zielonej Wyspy. Jedna bitwa, jedna śmiała kradzież i przeciwnik na dwa tysiące lat gotowy. 

A zatem... Atticus O'Sullivan jest Irlandczykiem. Wraz ze swym wilczarzem zamieszkuje arizońskie Tempe i prowadzi całkiem wygodne życie, na które składają się prowadzenie księgarni ezoterycznej, przycinanie ogródka pewnej wdowy i łowieckie wyprawy z psem. Nie byłoby w Atticusie nic egzotycznego (no, może poza imieniem) gdyby nie fakt, iż... od dwóch tysięcy lat ukrywa się w różnych zakątkach Ziemi uciekając przed zemstą celtyckiego Boga Miłości.

"Na psa urok" to pierwsza część trylogii "Kroniki Żelaznego Druida" stworzonej przez Kevina Hearne'a. Pozycja została mi polecona jako chwytliwe urban fantasy napisane z przymrużeniem oka i nie bez poczucia humoru. Po takiej recenzji oczekiwałam czegoś przyjemnego, a jedyne co otrzymałam to literacki zakalec.

Książka nastawiła mnie do siebie źle natychmiast po rozpoczęciu czytania. Bardzo, ale to bardzo, nie lubię w powieściach dwóch rzeczy: spisu uczestników dramatu i miejsc ze wskazówkami fonetycznymi na początku i samoopisów bohaterów, którzy są "piękni, mądrzy i wspaniali". W "Na psa urok" obecność obu elementów odhaczyć należy po pierwszych 5 stronach. Później jest już tylko gorzej. 

Po pierwsze: Atticus. To bohater w typowo amerykańskim stylu. Ktoś w gatunku Supermana. Pyszałkowaty przystojniak o nieskalanie dobrym sercu. Niemal bez wad i ułomności, poza jedną: słabością do płci przeciwnej, która to słabość w drugą stronę działa równie silnie. Może są osoby lubiące takie postaci. Ja do nich niestety nie należę.

Po drugie: bogowie. Takiego zagęszczenia istot boskich na kilometrze kwadratowym nie spotkałam od czasów Fionavarskiego Gobelinu (który trochę mi tym podpadł) G. G. Kaya. Ponadto historia trwającego 21 wieków pościgu boga za druidem wydaje mi się mocno naciągana, gdyż z opisu panteonu wynika jasno, że bogowie celtyccy są istotami niespecjalnie dbającymi o ludzkie istnienia, więc nie do końca pojmuję dlaczego Bóg Miłości najzwyczajniej w świecie nie rozpoczął regularnego mordowania bliskich Atticusowi ludzi celem wywabienia go z ukrycia i zmuszenia do oddania ukradzionej zabawki. 

Po trzecie: zakończenie. Widzieliście kiedyś jakąkolwiek amerykańską komedię familijną, na której fabułę składa się banda dzieciaków i jakiś Wielki-Zły-Przestępca, który chce dokonać Wielkiego-Złego-Czynu? Pamiętacie jak to się zwykle kończy? Jeśli nie to ja przypomnę: po 60minutowym seansie robienia idiotów z wysłanników Wielkiego-Złego-Przestępcy z niego samego robi się idiotę do potęgi n. Tak też kończy się "Na psa urok". Może ja za wiele wymagam, ale jednak preferuję nieco bardziej finezyjne rozwiązania.

Po czwarte: język. Nie wiem czy to wina Tłumaczki czy w wersji anglojęzycznej ta książka jest napisana równie koszmarnym stylem, ale właśnie on jest najsłabszą częścią całości. Twierdzenia, które jak mniemam miały wywołać uśmiech na twarzy czytelnika nie bawią, a urocze twory w stylu "nie dać się zabić na śmierć" drażnią ucho nawet w reklamie środka do czyszczenia toalet, a cóż dopiero w książce. Doceniam fakt, że Tłumaczka chcąc wskazać czytelnikom właściwe sposoby wymawiania z celtycka brzmiących słów i imion konsultowała się z The London Irish Centre, żałuję bardzo, że zapomniała się skonsultować z profesorem Miodkiem w sprawach dotyczących rodzimego języka.

Podsumowując: książka jest słaba i nie polecam jej nikomu, na żadną okazję, a Wydawnictwu Rebis, które ją wydało, należy się spory minus za wypuszczenie na rynek niedopracowanego produktu.

...

czwartek, 08 grudnia 2011

...

moja praca czasem zmusza do refleksji.

przykładowo takiej, że jak na księgową to kijowy ze mnie matematyk.

...

wtorek, 06 grudnia 2011

...

to się tyczy także kotów, jaszczurek, chomików, węży, rybek i wszelkiego stwora na ludzką zachciankę zdanego. dzieci też.

...

dog

...

Archiwum