...ścieżka na stos...
RSS
środa, 30 listopada 2011

...

ww (wkurwiona wiedźma - przyp. aut.) apeluje:

droga dziewczyno! zanim nauczysz się malować usta i paznokcie naucz się spuszczać wodę w toalecie!

dziękuję za uwagę.

...

wtorek, 29 listopada 2011

...

coraz mniej mam do powiedzenia.

i nie wiem:

czy to ta jesień i towarzyszący jej bezruch czy zwyczajnie wysiada mi intelekt?

...

piątek, 25 listopada 2011

...

setki myśli przesyłanych błękitną pajęczyną światłowodu.

to uzależnia.

...

niedziela, 20 listopada 2011

...

- tylko z tym tańczeniem to sam wiesz jak jest 

- nie marudź, tylko po prostu nie próbuj prowadzić 

- 30 lat prowadzę! jedyne czego nie umiem poprowadzić to samochód :DDD

...

łyk zachwytu.



...

sobota, 19 listopada 2011

...

znamy się bardzo długo.

spotykamy z rzadka.

głównie dlatego, że odległość dzieląca nasze miejsca zamieszkania jest dość znaczna.

ten rok był jednak jakiś łaskawy dla tej naszej przyjaźni.

czwarte spotkanie.

fantastyczne!

herbatka w Absyncie (bo nie wiedziałam jak dojść na ulicę Kupa do herbaciarni. sic!).

i japońskie jedzonko w Edo.

i gadanie, gadanie, gadanie.

książki, filmy, kochanki, zakupy i jak się pakować by do samolotu zabrać tylko bagaż podręczny.

teraz pozostaje mi tylko zebrać się w sobie i list napisać, bo obiecałam, że przed Bożym Narodzeniem tegorocznym I-kun go dostanie.

dobry, dobry czas.

...

wtorek, 15 listopada 2011

...



...

a jak ułożę sobie myśli to będzie o spotkaniu z I-kunem.

...

niedziela, 13 listopada 2011

...

czas: 10 listopada 2011

miejsce: Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu

...

Kiedy portal Folk24.pl ogłosił, że Gaelforce Dance wystąpi tej jesieni w Polsce moje serce zaćwierkało radośnie. Nie sądziłam, iż tak prędko będę miała okazję do dokonania porównań z widzianym wiosną Lord of the Dance, a porównać chciałam bardzo. Prędziutko rozpuściłam wici, zebrałam ekipę chętnych na widowisko, zamówiłam bilety, które pieczołowicie odebrała Tygrys i pojechaliśmy.

Nie żałuję. Ani sekundy, ani grosika. Widowisko jest naprawdę piękne. Historia może nieszczególnie zawiła - klasyczna opowieść o miłości, która doprowadza do rodzinnej tragedii - ale za to wykonana (wytańczona, wyśpiewana i wygrana) w pełni na żywo.

No właśnie. Podstawowa różnica pomiędzy Gaelforce a Lordem polega na tym, że grupa Lord'a tańczy, ale wszystko inne jest z playbacku. Gaelforce jest może nie tak liczna, nie tak idealnie synchroniczna za to w pełni na żywo. Instrumentaliści grają, a Pan od Śpiewana śpiewa naprawdę. Nomen omen Pan od Śpiewania ma chyba płuca ciągnące się do palucha u stopy, a przeponę z materii przysługującej kosmonautom. Rudowłosy mężczyzna grający na banjo był genialny, ale największą sympatię kieruję ku Panu od Dud. 

Bisy były. Liczne. Dłuższe niż w przypadku Lord of the Dance. 

Podobało mi się, że artyści wyszli do widowni. Ściskali dłonie pojedynczym osobom i dziękowali za przybycie. Pan od Banjo spacerował po widowni aby ludzie mogli się przekonać, że gra naprawdę. Podobało mi się to.

Jak również fakt, że po występie Artyści odgrywający role główne wyszli do specjalnie przygotowanego miejsca gdzie można było otrzymać od nich autografy, zrobić sobie z nimi zdjęcie i... popodziwiać z bliska te piękne wyćwiczone ciała. A było co podziwiać!

Czy Gaelforce Dance podobało mi się bardziej niż Lord of the Dance? Na pewno tak pod względem PR'u ;) Jeśli chodzi o sam występ trudno mi porównać. Z pewnością ich przedstawienie jest zrobione z mniejszym rozmachem. Z pewnością z większym zaangażowaniem. I chyba dlatego wyprzedzili w moim rankingu grupę Michaela Flatleya.

...

środa, 09 listopada 2011

...

zaskakuje mnie ludzki brak wyobraźni.

wolałabym być zaskakiwana raczej jej bogactwem.

...

...

myślę, że się starzeję.

jestem coraz bardziej przesądna.

...

poniedziałek, 07 listopada 2011

...

gdyby to była ostatnia noc na Ziemi, o czym chciałbyś śnić?

...

 
1 , 2
Archiwum