...ścieżka na stos...
RSS
wtorek, 23 listopada 2010

...

moje słabości?

kawa.

pięcioletnie dżinsy, które już się rozpadają, ale nie mogę się z nimi rozstać mimo, że posiadam w ich miejsce nową parę.

kolczyki.

książki, na które powoli brakuje miejsca.

ludzie, dla których mam szczególne miejsce w sercu.

niekoniecznie w tej kolejności.

koniecznie razem.

...


poniedziałek, 15 listopada 2010

...

długi weekend pod znakiem wolności domowej. efektem owej okna błyszczą w słońcu czystością, firanki zachwycają świeżością i ogólnie zapanował ład i porządek na 50 metrach należących do wiedźmowej rodziny.

przez 4 dni z domu ani mnie, ani siostry nie ruszyło nic. uboczny skutek taki, że lodówka wyczyszczona z wszelkich oznak tego, że kiedykolwiek jedzenie się w niej znajdowało. w niedzielę nastąpiła refleksja, że wypadałoby chyba zapasy domowe uzupełnić, bo rodzice z głodu padną. rozmowa z Krasnoludem, która się przy tym wywiązała przejdzie chyba do mojej prywatnej historii pogawędek głęboko intelektualnych.

ja: muszę zrobić zakupy. wyczyściłyśmy lodówkę tak dokładnie, że tylko światło zostało.

Krasnolud: przynajmniej wiecie, że działa.

...


poniedziałek, 08 listopada 2010

...

pamiętam jak miękko brał w dłonie moją duszę.

głaskał ją ciepłym oddechem słów.

ulatywałam jak niesiony wiatrem puch.

wyżej i wyżej.

prostym słowem przewracał mój świat do góry dnem.

...

znów jest jesień.

...


niedziela, 07 listopada 2010

...

słońce grzało przyjemnie plecy, a wietrzyk hulał w krzewach rosnących na stoku winogron. siedzieliśmy z Lotharem na trawie i zajadaliśmy lody. każde dzierżyło litrową puszkę Algidy i wsuwało ją drewnianą, struganą łyżką. w ubiorze L. rzucała się w oczy kamizela z baraniej skóry, w moim własnym zieloniutkie paskudną zielenią przygniłego glona gumiaczki. 

- te winogrona to kiepski interes - skonstatował mój towarzysz w chwili przerwy konsumpcji.

- mhmmm... - odpowiedziałam inteligentnie z łyżką wciśniętą w usta.

doszliśmy do wniosku, że zamienimy je na plantacje pomidorów (!). winorośl się kombajnem (!) wykosi i śliczne pomidorki posadzi. tak gaworzyliśmy o podstawie ketchupu i diety osób niektórych kiedy z dołu, od strony polnej drogi doszedł na wpierw śmiech, a następnie pokrzykiwania. zza zakrętu, pnąc się w górę ku nam wyłonili się Grerr i Venus. obaj w czarniusieńkich gumofilcach, obaj z kosami na placach, które to kosy podejrzanie posoką spływały. dołączyli do nas, uczynili uwagę, że się sami opychamy bezwstydnie pysznościami po czym poinformowali, rozsiadając się obok i zabierając bezceremonialnie lody, że niedźwiedzia co ser dziewczynom (jakoś tak wiedziałam od razu, że chodzi o Furię, Det, Milenę i Kota) kradł ubili, a skórę podarowali w prezencie Mai - czteroletniej córce Joasi.

...

ten sen miał wersję pierwotną - z kanapkami z pomidorem zamiast lodów i bez niedźwiedzia, ale jak widać się rozwinął pięknie. chyba nie pójdę spać dziś.

...


czwartek, 04 listopada 2010

...

liściem jestem na wietrze.

szmacianą lalką w rękach kapryśnego dziecka.

kroplą deszczu.

nie mogę się bronić, bo bronić bym się musiała przed samą sobą.

...

...


Archiwum