...ścieżka na stos...
RSS
piątek, 26 lutego 2010

... podarować wiersz.

czyli Shanties 2010 koncert otwierający.

udało się nie zlec z kretesem i jednak nań dotrzeć.

nie powiem by koncert powalił na kolana, ale kilku wykonawców warto było zobaczyć na żywo. może niedzielne koncerty będą lepsze.

ważniejsze od koncertu było spotkanie z Mordimerem. w zgiełku, niewygodnie trochę, ale się udało. wprawdzie ani moje, ani jego plany na ten wieczór nie wyglądały tak jak ostatecznie wyglądać raczyły, ale miło było poznać się realnie. po wielogodzinnych wirtualnych rozmowach coś nam się należało. choćby taki skrawek jaki dostaliśmy.

...

dziś wolny dzień. spędziłam go na marnowaniu czasu. przynajmniej z punktu widzenia pewnych osób. co tam. mój czas, moje marnotrawstwo. walczę o pozbycie się brzmienia a'la Cugowski i chustki przyklejonej do nosa. walkę wspieram herbatką z miodem i imbirem oraz demkiem płyty North West - obie rzeczy polecone przez Piotra.

...

zapisałam się na francuski. powinnam się cieszyć, bo zbierałam się do tego od dłuższego już czasu i zawsze albo zabrakło odwagi, albo były rzeczy pilniejsze. jednak trudno się cieszyć kiedy pod skórą wyczuwa się pretensję ze strony ludzi, którzy tak naprawdę powinni wspierać. bo bez uzgodnienia (Jezu słodki, to to że chcę się czegoś uczyć trzeba uzgadniać?!?). bo mnie znów nie będzie (i to, o zgrozo, dwa razy w tygodniu!) popołudniami w domu. bo to psuje plany. bo nie pojedziemy. bo się nie da zrobić. bo... może ja jestem samolubna. może egoistka. prawda jest jednak taka, że jeśli czegoś nie robię konstruktywnego to mam poczucie marnowania czasu. i duszę się jak w klatce. mam potrzebę uczenia się. to źle? miałam studia. potem podyplomówkę. w międzyczasie japoński. w tamtym roku nagle to wszystko się skończyło i poczułam się jakby mi odcięto tlen. może to nienormalne. jeśli tak to jestem nienormalna. nie przeszkadza mi to. 

...

Twą pierś otulę rymowaniem
I zapadniemy w poskramianie fal,
Moje ramiona wiatry dwa,
Ścisnęłaś w dłoni krzyk!...
On w ptakach trwa.
...

poniedziałek, 22 lutego 2010

...

wykopywanie się jest powolne acz rejestruję stały postęp.

dopada mnie jakieś choróbsko. nic dziwnego - odebrałam bilety na czwartkowy i dwa niedzielne koncerty w ramach festiwalu Shanties. klątwa na mnie spoczywająca ma się dobrze i działa. ale zaprawdę powiadam wam - z gorączką i prześcieradłem w ramach chustki do nosa na te koncerty pójdę. a później to niech się dzieje co chce.

nowa książka Piekary Ja, inkwizytor. Wieże do nieba wprawiła mnie w stan uczuć mieszanych względem autora. choć bardzo go lubię. nic to. czekam na drugą część Płomień i krzyż, bo szczerze powiedziawszy takie zapowiadanie jednego, a wydawanie drugiego troszkę mnie wnerwia.

ubiegły tydzień był tygodniem kinowym. Nine i Sherlock Holmes. pierwsze podobało się bardzo, drugie... obejrzałam sobie jako dzieło niezobowiązujące do niczego poza dobrą zabawą. nie, żeby Nine jakoś wybitnie intelektualne było. nic z tych rzeczy.

przeżywam też stany zadziwienia patrząc na programy TV. wioska, w której spędziłam szmat dzieciństwa, i którą odwiedzam średnio kilka razy do roku nagle medialna się stała. dziennikarze wszelkiej maści napadają biednych ludzi pod miejscowym sklepikiem. wszyscy czekają na złoto, czekają na srebro, czekają na brąz. Kasina ma swoje pięć minut.

...


czwartek, 11 lutego 2010

...

kiedy jest źle idę spać.

zwijam się w kłębek pod kołdrą i zamykam oczy.

żeby nie płakać.

żeby nie krzyczeć.

by nie mówić złych rzeczy ludziom.

duszę tajfun zmuszający moje serce do pracy w szalonym tempie.

zamknąć oczy.

głęboki wdech.

drugi.

trzeci.

kolejne.

...

potrzebuję coraz więcej wdechów.

...


środa, 10 lutego 2010

...

dziś będzie odmiennie, bo uskuteczniać malkontenctwo będę. taki kaprys mam.

...

czas jakiś temu podpisywałam umowę na świadczenie usług telekomunikacyjnych z operatorem moim, którego nazwa w tytule stoi i ukrywać jej nie zamierzam, choć to podobno kryptoreklama. podczas miłej rozmowy z przemiłą konsultantką o mojej super-ekstra-fantastycznej nowej taryfie postanowiłam ulżyć szafie i przeszłam sobie na usługę fakturowania zwaną f@kturą. istotą f@ktury jest: oszczędność czasu, dostęp 24 godziny na dobę do stanu naszych wobec operatora zobowiązań, o oszczędzaniu lasów nie wspominając, bo papierów zero. sam operator usługę swą zachwala w sposób następujący:

Wybierając f@kturę zyskujesz szybki i wygodny dostęp do informacji o swoich fakturach i usługach w serwisie I-BOA, a także pozbywasz się kłopotów związanych z papierową przesyłką i nie musisz już więcej czekać na listonosza. Wystarczy tylko zrezygnować z otrzymywania faktury i swobodnie korzystać przez Internet z informacji o wystawionej fakturze. Przyłącz się do realizowanych przez Erę działań na rzecz zachowania środowiska naturalnego.

ślicznie, prawda?

działać to to działa. w dniu, w którym operator  dokonuje rozliczenia stanu mojego rachunku otrzymałam ślicznego smsa, w którym stało, że już fakturkę przez internet obejrzeć mogę, że kwota jej taka-to-a-taka, a numer następujący. sczytałam-spłaciłam-spławiłam. naiwna myślałam, że skrzynka moja korespondencji już żadnej od Ery nie ujrzy. i błąd, naiwność i brak wyobraźni.

wczoraj ujrzała. cudna, szarawa koperta... a, nie! stój! nie szara, tylko ekologiczna! myślę: może zmiany w regulaminie, albo jeszcze korekta do poprzedniej faktury, albo... nie było to żadne z "albów", o których zdołałam pomyśleć. była to zwykła oferta handlowa. piękna bardzo, kolorowa, na twardym i błyszczącym papierze. w kopercie ekologicznej. nie wiem jak dla innych, ale dla mnie jest to robienie z klienta kretyna. z drugiej strony hasło reklamowe operator ma trafne bardzo: Takie rzeczy to tylko w ERZE!

a może nie? przy najbliższej okazji sprawdzę w co zapakują zakupione ciuszki w mojej ulubionej sieciówce jeśli nie zechcę eko-torby, której zakup przyczynia się do ratowania foki szarej żyjącej w naszym cudnym Bałtyku.
...

wtorek, 09 lutego 2010

...

wróciłam. z przykrością, ale wyboru nie było. zdecydowanie im bardziej na północ, tym mi lepiej.

sobotnie spotkanie bardzo udane. ludzie w konfrontacji bezpośredniej okazali się być jeszcze sympatyczniejsi niż w wirtualu. knajpka wybrana przez Lothara genialna. piwko ciemne, a szanty wesołe.

bardzo się cieszę, że miałam przyjemność poznać osobiście Gackę. genialna kobieta.

niedzielę spędziłam w towarzystwie I-kuna. śniadanie, słodkości, spacer. zupełnie inne rozmowy, zupełnie inny klimat. znamy się już tyle lat i ta znajomość sobie ewoluowała w bardzo dobrym kierunku. wyrośliśmy z licealnych fochów i jakoś tak nam razem dobrze.

w prezencie od Mariusza dostałam "Lata" Virginii Woolf. stoi na półeczce w oczekiwaniu na czytanie.

wracać bardzo się nie chciało. oj, bardzo.

...


piątek, 05 lutego 2010

...

jutro. bladym świtem - 7 rano w sobotę to JEST blady świt. do Warszawy.

knajpka zarezerwowana.

noclegi załatwione.

I-kun zmolestowany i twierdzący, że się cieszy.

ja też się cieszę.

lubię ludzi, z którymi mam się spotkać.

i chcę poznać ludzi, których na razie spotkałam wyłącznie wirtualnie.

i cieszę się na niedzielę w towarzystwie I-kunowym. mówią, że stara miłość nie rdzewieje. to prawda.

...


Archiwum