...ścieżka na stos...
RSS
sobota, 26 stycznia 2013

...

- i jak tam w nowej pracy?

- odpoczywam.

- ??? O.o

...

dokładnie.

odpoczywam.

mimo codziennego wstawania o 4.40.

mimo dojazdów pociągami i komunikacją miejską, której nie darzę sympatią.

mimo roboty w ilości nie do przerobienia, bo gdy już niemal sięgasz końca sypie się nowa kupa.

odpoczywam.

psychicznie.

od ludzi, którzy sympatię deklarowali w nadziei, że być może coś na tym ugrają.

od napięć domowych przenoszonych do pracy i vice versa.

od bycia córką swojej matki, mimo sporych własnych osiągnięć.

od patrzenia na mnie przez pryzmat stwierdzenia: no ma pracę, bo mamusia załatwiła.

w nowej pracy jestem obca.

z ulicy.

bez znajomych i krewnych.

startuję od zera i nikt mi nie powie, że miałam łatwiej, bo...

a wszystkim tym, którzy uważali, że z czymkolwiek miałam z górki dedykuję serdeczne: pocałujcie mnie w dupę. 

...

wtorek, 22 stycznia 2013
sobota, 19 stycznia 2013

...

zwiedzanie pokoju informatyków. pani informatyk (tak! prawdziwa! namacalna!) do mojej kierowniczki:

- o, to nową dziewczynę sobie przyuczacie?

- nie, wiedźmy nie trzeba dużo uczyć, ona już wcześniej pracowała.

- oooo! a gdzie pani pracowała wcześniej?

- w księgowości. 11 lat.

pani informatyk uczyniła popisowego karpika.

nie ona pierwsza.

czasem mam wrażenie, że coś ze mną nie tak jest.

...

czwartek, 17 stycznia 2013

...

jakoś końcem roku minionego spojrzałam na stronę domową festiwalu Shanties. popatrzyłam, poczytałam i stwierdziłam: e, chyba nie. po czym zapomniałam o temacie. jak powszechnie jednak wiadomo tematy zapomniane lub zostawione na jakieś tam nieokreślone potem lubią sobie powracać znienacka. z zaskoczenia. w miejscach i czasie najmniej spodziewanych. pociąg 5:48 takim miejscem mi się wydaje. 

- Tygrys mówi, ze by się na szanty wybrała - zagaiła Gabi.

ocknęłam się z porannego stuporu, w który co i rusz zdarza mi się popadać. 

- ale na który koncert?

- trzy ma jakieś upatrzone. pogadam z nią i powiem ci jutro.

"jutro" Gabi była zwarta i gotowa. wyciągnęła z torebki płachtę a4 z wydrukowanym programem festiwalu, zaznaczonymi koncertami i naniesionymi cenami potencjalnie interesujących. kuknęłam.

- wiesz co... - zaczęłam malkontencić. tu wykonawcy nieinteresujący, a tu późno, a finałowy to w ogóle nie. z tego malkontenctwa wyszła szanta klasyczna w niedzielne południe. yay!

no, to jak wiedźma ma już doświadczenie w kupowaniu biletów to wiedźma kupi. pewnie, że kupi :) wiedźma sprytną będąc postanowiła, że kupi wygodnie. przez internet. zalogowała się więc grzecznie na stronie HALSu, zakupiła 4 sztuki biletów (to będzie babska ekipa polująca na marynarzy :P), zapłaciła przelewem i dumna z siebie dorozumiała, że po te bilety to do siedziby fundacji trzeba będzie podyrdać. ale co tam! daleko nie jest, tramwajem podjadę po pracy. 

stop!

po żadnej pracy nie podjadę. bo jak ja podjadę to oni się zakluczą już. oż, cholerka.

głupi ma jednakoż więcej szczęścia niż rozumu. to prawda stara i sprawdzona. nowe szefostwo postanowiło nowy narybek wysłać na szkolenie. szkolenie 10-15. dobra nasza!

pojechała wiedźma godzinkę wcześniej zamierzając bilety odebrać. zadanie było proste: pociąg-tramwaj-fundacja-bilety-tramwaj-szkolenie. proste zadanie skomplikowało się na punkcie trzecim. stoi wiedźma na chodniku i duma. ulica właściwa, kamienica właściwa, zgodnie z obrazkiem zapamiętanym z razu poprzedniego brama też, ale... cholercia na domofonie fundacji nie ma! stropiona poszła na przeszpiegi do sąsiednich bram w sąsiednich kamienicach. nic. trudno, jak tak nie działa to zostaje tawerna. wchodzi wiedźma w znajome choć dawno nie odwiedzane progi Starego Portu i pyta kelnerki o siedzibę HALSu. tymczasem zza pleców wyłania się właściciel spokojnie twierdząc, że fundacja przecież od 10.

- niech pan nie żartuje, ja specjalnie wcześniej przyjechałam - musiałam naprawdę rozpaczliwie zabrzmieć, bo właścicielowi się przypomniało, że na zapleczu widział Panią Iwonkę. Pani Iwonka okazała się całkiem ładną brunetką, która wychodząc zza kontuaru z miłym uśmiechem zapytała o co chodzi.

- chciałabym odebrać bilety.

- a czytała pani regulamin?

regulamin? - przemknęło mi przez głowę. no był tam jakiś regulamin, ale go olałam uznając, że zapewne mówi o tym, że odbierając bilety mam mieć dowód wpłaty i dowód tożsamości.

- nieeee...

- bilety można odbierać po 29 stycznia.

karpik. 

cóż było robić. obśmiawszy własną głupotę i niefrasobliwość podziękowałam za pomoc i przeprosiłam za kłopot po czym udałam się na szkolenie. 

a morał z tej bajki prosty i ogólnie znany: nie bądź drogi nabywco we wrzątku kąpany.

i od czasu do czasu spojrzyj w regulamin.

...

p.s. bilety zamierzamy odebrać przed koncertem. zgodnie z sugestią Pani Iwonki.

...

Tagi: Shanties
21:09, thalie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 stycznia 2013

...

jedna ze zmian związana z nową pracą.

tak było kiedyś:

a tak jest teraz:

ściganie pojazdów dowolnych na obcasach czy koturnach to tylko na filmach sensacyjnych.

ja lubię swoje kostki.

...

piątek, 11 stycznia 2013

... że jesteś.

...

wtorek, 01 stycznia 2013

...

2013

 

Niech będzie szczęśliwy ten 2013.

...

Tagi: 2013
20:08, thalie
Link Dodaj komentarz »
Archiwum