...ścieżka na stos...
RSS
poniedziałek, 24 stycznia 2011

...

można go dostać za darmo. 

obdarować nim zupełnie za nic. 

szczery jest skarbem, bo coraz rzadszy w dzisiejszym świecie.

uśmiech.

...


środa, 19 stycznia 2011

...

kto choć raz w życiu wiedźmę spotkał w świecie rzeczywistym wie, że wiedźma powalającą pięknością nie jest. ani nóg długich, ani biustu jak melony, ani szyi łabędziej czy gibkiej kibici nie posiada. straszyć też (na ogół) nie straszy, jakowoż szału nie ma.

wiedźma dziewczęciem będąc młodym bardzo straszliwie z tego powodu cierpiała. bo koleżanki w legginsach, getrami wówczas zwanymi, wyglądały lepiej. bo mini było modne, które do wiedźmiej sylwetki nijak nie przystawało. o superkrótkich spodenkach nożyczkami z dżinsów uciętych na wzór jakiejś-tam-słynnej-gwiazdki-pop nie wspominając. na szczęście wiek durny przeminął jak matura i wiedźma poszła w świat szukać swojego szczęścia. a świat poza seriami niebezpieczeństw, zaskoczeń, pułapek niemal śmiertelnych zaoferował... inspirację. i tak dotarło do coraz mądrzejszej wiedźmy, że nie trzeba płakać nad tym czego się nie ma (i nigdy mieć nie będzie, bo jak Matka Natura z metra ucięła to raczej już nie nadstawi) tylko wykorzystać to co jest. zaczęły się wiedźmie eksperymenty rożne. 

z powodzeniem mniejszym lub większym przepoczwarzenie następowało i w zasadzie następuje wciąż. ale wie już wiedźma, że jak się jest taką stworą jak ona to naszyjniki się nosi długie, a nie takie przy szyjce, bo w tych drugich to co najwyżej można być posądzonym o wygląd zewłoka po widowiskowej próbie samobójczej. paseczki wokół kostek mogą się podobać bardzo, ale noga skrócona już niekoniecznie. a do kołnierzyka się włosy upina w górę. i żadnych spódnic do połowy łydki.

oczywiście posiadanie tych (i kilku innych) zasad czasem i tak zawodzi, ale nie w tym rzecz. chodzi o to by ubierając się (prawdopodobnie przy malowaniu i czesaniu jest podobnie, ale wiedźma jest typem no make up, a włosy ma z gatunku "ja drut, ja posterczę", więc tu pole do popisu jakby mniejsze) spojrzeć na swoją istotę obiektywnie. stwierdzić jasno - w tym wyglądam super, ale to, chociaż ukochane, to dodaje mi 10 kilo i 15 lat. korzyść płynąca z takich analiz jest niewątpliwa - oswajamy się ze sobą i zaczynamy się lubić. a jak nie lubić (są przypadki wybitnie odporne) to przynajmniej akceptować. a wówczas jest jakby mniej marudzenia przed lustrem i o dobry humor łatwiej.

a po co ja te brednie tu wypisuję? w ramach samoogarniania się mentalnego. ot, sesja terapeutyczna.

a, zapomniałabym. 

Akemi - próbowałam spiąć włosy ołówkiem. chyba muszę jeszcze jednak potrenować.

...


poniedziałek, 17 stycznia 2011

...

ha! "zaszamaniłam" sobie w tytule dziś, bo już od pewnego czasu miałam ochotę takiego wypasionego topica walnąć.

ale Szamanowi obiecuję, że pierwszy to i ostatni raz i więcej praw Jego autorskich naruszać nie będę. słowo wiedźmy.

ale nie o tym być miało...

otóż w wiedźmowym domku, od czasów ginących już nie tyle we mgle co w mrokach nieprzeniknionych zapomnienia przyjęło się, że jak coś jest związane z komputerami to wciska się to wiedźmie (później ta prawidłowość przeniosła się do pracy, ale to już zupełnie inna bajka). tak więc, od zakupu pierwszego peceta, poprzez wszystkie związane z nim naprawy, poprawy, reklamacje, telefony, internety i co tam jeszcze (dziwnym trafem zakup nowego telefonu, suszarki do włosów i pralki też się pod to podpięły, no ale... przynajmniej się wiedźmie podobają ;)) wszystko załatwiała ona własnoręcznie, własnonożnie bądź własnogębowo (która to gęba z czasem stała się wysoce zgryźliwą w kontaktach z przedstawicielami firm wszelakich). na początku kłopotu nie było, bo i technika mniej zaawansowana i nie tak szybko się wiedźmie wiedza dewaluowała. przyszedł jednak moment kiedy po pierwsze primo: wiedźma nie bardzo chętna już była interesować się wszystkim, a po drugie primo: przestała za owym "wszystkim" nadążać (o zdolności pojmowania nie wspominając). splot tych (i inszych, ale zapomnianych już) wydarzeń doprowadził do tegoż, że użytkowanego w chwili obecnej pecetka składał wiedźmie Kolega Krasnoluda, który w montowaniu sprzętów takowych się specjalizował. no, nie powiem - złożył go przyzwoicie, system też postawił tak, że wydawał się niemal niezniszczalny (mimo dość niszczycielskich w tym zakresie zapędów wiedźmowej Siostry), ale lata mijały i komputerek umierał. w ostatnich tygodniach to rzęził już o dobicie niemal. stropiła się wiedźma. Kolega-Składacz znajduje się poza kręgiem znajomych dalszych i bliższych wiedźmowych, Krasnolud zabiegany... nie zostało nic innego jak wziąć sprawy na własną miotłę. i tak w dniu wczorajszym, po rozlicznych zakupach, telefonach i podpisywaniach umów wiedźma zasiadła do peceta... naprawiania.

khem!

najpierw oczywiście go zepsuła. tak go zepsuła, że nie wiedziała jak naprawić. reset pierwszy - martwy punkt. drugi - martwy punkt. trzeci - "ożesz kurr...!" wyrwało się wiedźmie. klawiaturę na kablu potrzebuję, bo bez windy komputer bezprzewodowej nie widzi. umarła ze śmiechu. i zadzwoniła do Krasnoluda czy cuda na kabelek zapasowego nie ma. ma. a pożyczy? pożyczy. hurrraaaaaaa! 

potem jeszcze się wiedźma na podziale na partycje zacięła odkrywając z zaskoczeniem ogromnym, że ma TAKI DUŻY dysk twardy. reszta poszła bezboleśnie. może dzięki dobremu oku Krasnoluda, który jak już z klawiaturą przyjechał to został na herbatkę (choć nie do końca pojmuje umysł wiedźmowy jak można pić herbatkę przed wyjazdem na ceremonię herbatki picia). 

a jak Krasnolud pojechał to się okazało, że wiedźma nie umie podłączyć interneta nowego od takiej jednej firmy, która w kraju nad Wisłą znana jest pod nazwą Monopolista. 

tu, jak zawsze, pomógł telefon do przyja... serwisanta znaczy. ostatecznie od momentu podpisania umowy dzwonili po dwa razy dziennie 3 razy w tygodniu aktywacji doczekać się nie mogąc to niech teraz wyjdą z tą oferowaną pomocą. pan serwisant (ostatnio słyszałam określenie serwismen, pffff...) był miły, cierpliwy, a nawet dowcipny. wiedźma docenia, bo był niedzielny wieczór, a on w robocie. od czegoś takiego można być w humorze kiepskim, pogorszonym kontaktem z techniczną blondynką. koniec końców internet zadziałał. dziękuję za pomoc, oczywiście, zadzwonię w razie problemów, miłego wieczoru i takie tam. 

tadaaammm! aktywacja systemu. doinstalowanie przeglądarek i inszych niezbędnych do życia zasobów i tak o godzinie 21 komputer działał jakby nigdy nic się nie wydarzyło na jego wysłużonych partycjach. 

no, zobaczymy przy pierwszej awarii na ile jestem skuteczna :)

...


piątek, 14 stycznia 2011

...

których (być może) o mnie nie wiecie.

...

nieoceniona w zaskakiwaniu mnie Akemi wywołała mnie do tablicy. mój wpis z pewnością nie będzie tak barwny jak Jej, no ale migać się wiedźma nie będzie. 

tak więc spowiadam się Czytelnikom, że:

  1. uwielbiam długie, powłóczyste spódnice i sukienki, ale ich nie noszę, ponieważ nienawidzę prasować.
  2. boję się nocą wstawać z łóżka – a nuż zobaczę ducha albo coś wrogiego wychynie spod łóżka i złapie mnie oślizgłą macką za stopę?
  3. nie oglądam horrorów. fakt, że się boję przed, w trakcie i długo po seansie mnie nie bawi.
  4. nie lubię gotować, ale ciasta wychodzą mi całkiem przyzwoite (niektórzy mówią, że wręcz smaczne!).
  5. pociągają mnie mężczyźni z „darem mowy”. umiejętność ładnego (i błyskotliwego) wysławiania się w moim odczuciu jest sexi.
  6. pisanie listów (takich tradycyjnych, piórem na papierze) uważam za niebywałą przyjemność i celebruję ten proces jak świętość.
  7. mam słabość do ludzi morza.
mam nadzieję, że udało mi się nie powtórzyć w stosunku do tego co pisałam lata temu, w podobnej zabawie.

a by zabawa nie umarła zbyt prędko do tablicy poproszę:
- Szamana (którego podczytuję i ciągle nie zalinkowałam, bo moja przeglądarka wybiera Jego adres domyślnie po wpisaniu "sz")

wiem, że mało, ale reszta Czytaczy jest bezblogowa.

...

wtorek, 11 stycznia 2011

...

miało być o egzaminie, kinie, spotkaniach rekrutacyjnych i książkach. 

miało być, ale nie będzie.

będzie o dziurze. w czasoprzestrzeni emocjonalnej.

bo zawsze mi się wydawało, że w życiu każdego są osoby i miejsca, na których można się oprzeć bezwarunkowo. troszkę tak jak Akemi napisała rozpatrując kwestię rodzicielstwa - ma się zaplecze z tyłu, z przodu i po bokach i można podbijać świat.

a co, jeśli owo "z tyłu, z boku etc." nie występuje bezwarunkowo? jeśli jest tylko wtedy gdy myśli, cele i pragnienia są tożsame? a kiedy drogi się rozchodzą pozostaje... dziura?

tkwię właśnie w takiej dziurze. jest masa myśli, obaw, wątpliwości i nadziei, którymi chciałabym się podzielić, pytań, które chciałabym zadać i... i nie ma komu. bo tych, po których (wydaje mi się, że) mam prawo oczekiwać wsparcia zwyczajnie przy mnie nie ma. mijają mnie codziennie w kuchni i w jałowych wymianach zdań. 

pustka. aż chce się rzygać.

...


czwartek, 06 stycznia 2011

...

wtorek. zajęcia z francuskiego.

Borys: Thalie, ty zdajesz egzamin w czerwcu, prawda?

ja: O_o jaki egzamin???

Borys: na certyfikat.

ja: nieeeeeeeeeee, no co ty, Borys. przecież obleję...

Borys: ty??? O_o

khem!

no, i myślę teraz o tym egzaminie.

stres.

...

środa. wracam z pracy. dzwoni telefon.

miła pani umówiła się ze mną na wtorek.

większy stres.

...

w pracy nadal jestem sama.

stres w czystej postaci.

...

zdecydowanie się starzeję. stresują mnie rzeczy, które 3 lata wstecz nie zrobiłyby na mnie żadnego wrażenia.

...


wtorek, 04 stycznia 2011

...

będzie o wszystkim i o niczym jednocześnie. kto ma słabe nerwy niech sobie raczej poszuka innej lektury. osoby z silnymi w sumie też.

...

zacznę od truizmu. 2010 się zakończył. już chwilę temu. podsumowywać go nie będę, bo jaki był widać na blogu niemal w całości. kończył się z hukiem stosownym bardziej do mordowania niż szampana, ale co tam. było, minęło, life goes on. nie pierwszy spartolony Sylwester, nie ostatni.

...

Święta były leniwe i stanowiły miły przerywnik pomiędzy jednym tygodniem chaosu w pracy, a drugim. wiem już kiedy człowiek przekonuje się, że nie kocha tego co robi. kiedy zostaje sam na polu chwały i zamiast zakasać rękawy do roboty chętniej zakasałby do krwawej rzezi. ale to też mam za sobą. prawie.

...

teraz będzie milej.

przeczytałam "Ja, inkwizytor. Dotyk zła" Jacka Piekary. skończyłam męczyć "Czarny horyzont" Tomasza Kołodziejczaka. pozachwycałam oczy albumem "Historia żaglowców". byłam w kinie na Narnii (ślad poniżej). 

noszę się z zamiarem opisania zdarzeń powyższych bliżej, ale czy coś z tego będzie?... 

...

postanowienia noworoczne? w tym roku wyjątkowo poczynione. 

pierwsze: zrobić w końcu prawo jazdy. 

drugie: koniec z zakupami "na pocieszenie".

trzecie: ogarnąć się wreszcie. mentalnie i fizycznie.

...

uczyniłam drobny krok w kierunku zmian. drobny, drobniuteńki. ale czasem ruch skrzydeł motyla powoduje trzęsienie ziemi, nieprawdaż?

w każdym razie na tę chwilę mam nadzieję.

...


Archiwum