...ścieżka na stos...
RSS
czwartek, 28 stycznia 2010

...

dzwonek do drzwi zastał mnie przy szorowaniu wanny. sobotnie przedpołudnie to czas akwizytorów, nawracających wszelkiej maści i natrętów innych, zdziwiona więc byłam słysząc: M. do ciebie! pokonując krótki odcinek korytarza dzielący łazienkę od drzwi zdołałam pomyśleć sto różnych nieprzyjemnych rzeczy na temat niezapowiedzianego gościa, a kiedy zobaczyłam kto stoi w progu... na szczęście moja empatia, z której nie do końca zdołałam się jeszcze wyzuć działa szybciej niż mój język. stał tam ni to wystraszony, ni to nieśmiały. kompletnie do siebie niepodobny. zmarnowany jak kwit na węgiel (jego własne słowa). "wejdź" - wydusiłam z siebie ignorując zdziwione spojrzenia rodziców i starając się nie myśleć o tym, że gości nie przyjmuje się w wyciągniętym dresie pobrudzonym proszkiem do szorowania armatury. nie witaliśmy się. posadziłam go na łóżku w pokoju i zaproponowałam herbatę. chętnie. z sokiem malinowym? tak. nie rozumiem dlaczego ta woda tak długo się gotowała, w końcu jednak usłyszałam upragnione "pyk" i dwa parujące kubki stanęły na podkładkach w marokański wzór (nie posiadam takich w rzeczywistości). usiadłam obok niego, zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć on miękko położył głowę na moich kolanach i zaczął płakać.

...

to nie jest sen, który chciałabym opisywać jako miłą abstrakcję wytworzoną przez uwolnioną nocą wyobraźnię, jednak śniłam go już trzykrotnie w krótkim okresie czasu. mam nadzieję, że skoro już się tu znalazł - przestanę. 

...


sobota, 16 stycznia 2010

...

chyba mam ochotę na kawę.

kłopot w tym, że nie powinnam jej pić.

moja dowcipna wątroba nie metabolizuje ani kawy, ani czekolady. można ze śmiechu umrzeć. po czekoladzie robi mi się mdło i jakoś tak obrzydliwie - niezależnie od tego czy zjem kosteczkę czy tabliczkę. po kawie brzydko zaczynam wyglądać. na twarzy głównie.

do zachciewajek spełnionych zaliczyć muszę czerwone buty na pięciocentymetrowym obcasie. miałam już takie niebezpieczne ciągoty dość dawno temu i w końcu się spełniło. wprawdzie podejrzewam, że zakładać je będę z częstotliwością właściwą wszystkim bez wyjątku obcasom z mojej szafy, ale na razie cieszę się jak potłuczona (młotkiem ;)).

pomysł "chodźmy do kina" zrealizowaliśmy w miniony poniedziałek - zaraz po moim okuliście - omijając szerokim łukiem dzikie tłumy gnające na Avatara. super-hiper-mega produkcja nie ucieknie, a Templariuszy zdejmą. tak więc Templariusze. Miłość i krew na dużym ekranie. właściwie to nie mam się czego przyczepić. dzieło wybitne to nie jest, ale ogląda się przyjemnie. no dobra - na scenie z nieszczęśliwym młodzieńcem w deszczu śmiałam się w głos, nie mogłam się nie śmiać, bo to sztampa do bólu była. żeńskiej części widowni polecam mieć na uwadze osobę Saladyna.

powoli i nieśmiało zaczynam organizację wypadu do Warszawy. zobaczymy co z tego będzie. 

a od poniedziałku ferie. dwa tygodnie ciszy na korytarzach. jest dobrze.

...


środa, 13 stycznia 2010

...

a może wystarczy ciepło i radość z bycia razem?

i długie rozmowy?

i zaufanie.

i poczucie bezpieczeństwa.

może wcale nie trzeba miłości?

...


czwartek, 07 stycznia 2010

...

pragnie się go.

goni za nim.

czasem przez nie płacze.

czasem gubi.

...

Charles Aznavour - La boheme
...

piątek, 01 stycznia 2010

...

i już po balu. spokojna domówka w gronie najbliższych. na stole zostało tylko ciasto. pod zlewem butelki po szampanie. zmywarka cicho szumi.

zrzucone czółenka pewnie spakuję jutro do pudełka, bo obcasy są tylko na specjalne okazje. biżuteria odłożona na miejsce. jeszcze zdjąć sukienkę. potem prysznic. ale w tej chwili...

w tej chwili w uszach Tennessee Hansa Zimmermana - fragment ścieżki dźwiękowej z Pearl Harbour. taki muzyczny prezencik od NewRomantica. do zasłuchania. za oknem deszcz. i cichy stukot klawiatury.

chciałam złożyć życzenia noworoczne zaglądającym na tego bloga. nawet sobie ułożyłam takie specjalne - dla Was. nie wpiszę ich jednak tutaj. wpiszę inne. spontaniczne, przez co być może bardziej szczere.

na ten rok chcę Wam życzyć jednej z najlepszych i najtrudniejszych do osiągnięcia rzeczy w życiu - żebyście zawsze wiedzieli dokąd zdążacie, i którą w tych dążeniach wybrać ścieżkę. byście potrafili odnaleźć mądre odpowiedzi na Wasze wątpliwości. niech każdy z Was będzie okrętem, nie tylko liściem bezwolnie miotanym falami losu. tego Wam życzę. i sobie też. chociaż troszeczkę.

...

a teraz sukienka, prysznic, być może sen.

...


Archiwum