...ścieżka na stos...
RSS
środa, 10 lutego 2010

...

dziś będzie odmiennie, bo uskuteczniać malkontenctwo będę. taki kaprys mam.

...

czas jakiś temu podpisywałam umowę na świadczenie usług telekomunikacyjnych z operatorem moim, którego nazwa w tytule stoi i ukrywać jej nie zamierzam, choć to podobno kryptoreklama. podczas miłej rozmowy z przemiłą konsultantką o mojej super-ekstra-fantastycznej nowej taryfie postanowiłam ulżyć szafie i przeszłam sobie na usługę fakturowania zwaną f@kturą. istotą f@ktury jest: oszczędność czasu, dostęp 24 godziny na dobę do stanu naszych wobec operatora zobowiązań, o oszczędzaniu lasów nie wspominając, bo papierów zero. sam operator usługę swą zachwala w sposób następujący:

Wybierając f@kturę zyskujesz szybki i wygodny dostęp do informacji o swoich fakturach i usługach w serwisie I-BOA, a także pozbywasz się kłopotów związanych z papierową przesyłką i nie musisz już więcej czekać na listonosza. Wystarczy tylko zrezygnować z otrzymywania faktury i swobodnie korzystać przez Internet z informacji o wystawionej fakturze. Przyłącz się do realizowanych przez Erę działań na rzecz zachowania środowiska naturalnego.

ślicznie, prawda?

działać to to działa. w dniu, w którym operator  dokonuje rozliczenia stanu mojego rachunku otrzymałam ślicznego smsa, w którym stało, że już fakturkę przez internet obejrzeć mogę, że kwota jej taka-to-a-taka, a numer następujący. sczytałam-spłaciłam-spławiłam. naiwna myślałam, że skrzynka moja korespondencji już żadnej od Ery nie ujrzy. i błąd, naiwność i brak wyobraźni.

wczoraj ujrzała. cudna, szarawa koperta... a, nie! stój! nie szara, tylko ekologiczna! myślę: może zmiany w regulaminie, albo jeszcze korekta do poprzedniej faktury, albo... nie było to żadne z "albów", o których zdołałam pomyśleć. była to zwykła oferta handlowa. piękna bardzo, kolorowa, na twardym i błyszczącym papierze. w kopercie ekologicznej. nie wiem jak dla innych, ale dla mnie jest to robienie z klienta kretyna. z drugiej strony hasło reklamowe operator ma trafne bardzo: Takie rzeczy to tylko w ERZE!

a może nie? przy najbliższej okazji sprawdzę w co zapakują zakupione ciuszki w mojej ulubionej sieciówce jeśli nie zechcę eko-torby, której zakup przyczynia się do ratowania foki szarej żyjącej w naszym cudnym Bałtyku.
...

wtorek, 09 lutego 2010

...

wróciłam. z przykrością, ale wyboru nie było. zdecydowanie im bardziej na północ, tym mi lepiej.

sobotnie spotkanie bardzo udane. ludzie w konfrontacji bezpośredniej okazali się być jeszcze sympatyczniejsi niż w wirtualu. knajpka wybrana przez Lothara genialna. piwko ciemne, a szanty wesołe.

bardzo się cieszę, że miałam przyjemność poznać osobiście Gackę. genialna kobieta.

niedzielę spędziłam w towarzystwie I-kuna. śniadanie, słodkości, spacer. zupełnie inne rozmowy, zupełnie inny klimat. znamy się już tyle lat i ta znajomość sobie ewoluowała w bardzo dobrym kierunku. wyrośliśmy z licealnych fochów i jakoś tak nam razem dobrze.

w prezencie od Mariusza dostałam "Lata" Virginii Woolf. stoi na półeczce w oczekiwaniu na czytanie.

wracać bardzo się nie chciało. oj, bardzo.

...


piątek, 05 lutego 2010

...

jutro. bladym świtem - 7 rano w sobotę to JEST blady świt. do Warszawy.

knajpka zarezerwowana.

noclegi załatwione.

I-kun zmolestowany i twierdzący, że się cieszy.

ja też się cieszę.

lubię ludzi, z którymi mam się spotkać.

i chcę poznać ludzi, których na razie spotkałam wyłącznie wirtualnie.

i cieszę się na niedzielę w towarzystwie I-kunowym. mówią, że stara miłość nie rdzewieje. to prawda.

...


czwartek, 28 stycznia 2010

...

dzwonek do drzwi zastał mnie przy szorowaniu wanny. sobotnie przedpołudnie to czas akwizytorów, nawracających wszelkiej maści i natrętów innych, zdziwiona więc byłam słysząc: M. do ciebie! pokonując krótki odcinek korytarza dzielący łazienkę od drzwi zdołałam pomyśleć sto różnych nieprzyjemnych rzeczy na temat niezapowiedzianego gościa, a kiedy zobaczyłam kto stoi w progu... na szczęście moja empatia, z której nie do końca zdołałam się jeszcze wyzuć działa szybciej niż mój język. stał tam ni to wystraszony, ni to nieśmiały. kompletnie do siebie niepodobny. zmarnowany jak kwit na węgiel (jego własne słowa). "wejdź" - wydusiłam z siebie ignorując zdziwione spojrzenia rodziców i starając się nie myśleć o tym, że gości nie przyjmuje się w wyciągniętym dresie pobrudzonym proszkiem do szorowania armatury. nie witaliśmy się. posadziłam go na łóżku w pokoju i zaproponowałam herbatę. chętnie. z sokiem malinowym? tak. nie rozumiem dlaczego ta woda tak długo się gotowała, w końcu jednak usłyszałam upragnione "pyk" i dwa parujące kubki stanęły na podkładkach w marokański wzór (nie posiadam takich w rzeczywistości). usiadłam obok niego, zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć on miękko położył głowę na moich kolanach i zaczął płakać.

...

to nie jest sen, który chciałabym opisywać jako miłą abstrakcję wytworzoną przez uwolnioną nocą wyobraźnię, jednak śniłam go już trzykrotnie w krótkim okresie czasu. mam nadzieję, że skoro już się tu znalazł - przestanę. 

...


sobota, 16 stycznia 2010

...

chyba mam ochotę na kawę.

kłopot w tym, że nie powinnam jej pić.

moja dowcipna wątroba nie metabolizuje ani kawy, ani czekolady. można ze śmiechu umrzeć. po czekoladzie robi mi się mdło i jakoś tak obrzydliwie - niezależnie od tego czy zjem kosteczkę czy tabliczkę. po kawie brzydko zaczynam wyglądać. na twarzy głównie.

do zachciewajek spełnionych zaliczyć muszę czerwone buty na pięciocentymetrowym obcasie. miałam już takie niebezpieczne ciągoty dość dawno temu i w końcu się spełniło. wprawdzie podejrzewam, że zakładać je będę z częstotliwością właściwą wszystkim bez wyjątku obcasom z mojej szafy, ale na razie cieszę się jak potłuczona (młotkiem ;)).

pomysł "chodźmy do kina" zrealizowaliśmy w miniony poniedziałek - zaraz po moim okuliście - omijając szerokim łukiem dzikie tłumy gnające na Avatara. super-hiper-mega produkcja nie ucieknie, a Templariuszy zdejmą. tak więc Templariusze. Miłość i krew na dużym ekranie. właściwie to nie mam się czego przyczepić. dzieło wybitne to nie jest, ale ogląda się przyjemnie. no dobra - na scenie z nieszczęśliwym młodzieńcem w deszczu śmiałam się w głos, nie mogłam się nie śmiać, bo to sztampa do bólu była. żeńskiej części widowni polecam mieć na uwadze osobę Saladyna.

powoli i nieśmiało zaczynam organizację wypadu do Warszawy. zobaczymy co z tego będzie. 

a od poniedziałku ferie. dwa tygodnie ciszy na korytarzach. jest dobrze.

...


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47